środa, 11 lutego 2026
WydawcaZysk i S-ka
AutorJacek Piekara
RecenzentTadeusz Lewandowski
Miejsce publikacjiPoznań
Rok publikacji2025
Liczba stron342
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 1/2026

Autor, znany pisarz fantastyki, stworzył książkę mającą charakter eksploracyjnego wypadu w minione obszary takiej Polski, o której Piotr Wierzbicki ironizował: „kraj miłujący kraj miłujący pokój”. Jak Wierzbicki, również Piekara jednoznacznie deklaruje prawicowe odchylenie w każdym artykule. Jego prawo.

Od razu uprzedzam czytelników: specyficzna gawęda, składająca się z rozmaitych artykułów tematycznych połączonych systemem odnośników (bardzo sensowny układ), w żadnym razie nie jest historią PRL. Ani naukową, ani publicystyczną. Tom wymyślony został z indywidualnych spostrzeżeń, popartych nie bibliografią, ale luźno przywoływanymi cytatami, głównie z internetu, szczególnie z Wikipedii oraz z rozmaitych problemowych podcastów; nie posiada waloru poważnej rozprawy. Piekara, rozsmakowany w staropolszczyźnie, nawiązuje w nowoczesnej formie do tradycji siedemnastowiecznych sylw, budując na osnowie osobistej pamięci wspomnienie zdecydowanie generacyjne. Często pojawia się pokoleniowy wyróżnik we frazach typu: „dla mojego pokolenia”, trudno się zatem przyczepiać do opisu kraju lat dziecinnych wedle osobistych sentymentów, a zwłaszcza resentymentów. W rezultacie ja, mocno starszy od Piekary, uśmiecham się niekiedy, śledząc porządek wywodu. PRL w moim osobistym doświadczeniu był w dekadzie Gierka już ledwie bułką z gorzkim masłem wobec totalitarnej rzeczywistości stalinizmu czy autorytaryzmu czasów Gomułki. Niby Piekara faktów nie neguje, lecz na przykład obszerność poszczególnych haseł podpowiada inny niż znany mnie porządek emocji. Powiedzmy, jest hasło PEWEX, nie ma hasła „sieć handlowa PKO”, jest długi sentymentalny wpis o złotych lub srebrnych kapslach na szklanych butelkach z mlekiem, nie ma zaznaczenia, że owe złote kapsle zaczęto stosować dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych, no i później jeszcze na aluminiowych kapslach pojawiały się inne oznaczenia (dla kefirów choćby: w paski). W ogóle nie ma artykułów o czymś równie charakterystycznym, jak dla Piekary szkolna szklanka mleka, lecz „wzbogacana” w dekadach piątej, szóstej oraz siódmej obowiązkową konsumpcją w przedszkolach i szkołach tranu, podawanego najczęściej z kęsem solonego chleba. Gdzie dentyści wizytujący szkoły? I tak dalej, i tym podobne. Przytrafiają się też Piekarze błędy rzeczowe (akurat Grzegorza Przemyka nie zabiło SB, lecz milicjanci z komisariatu). Nie chcę się zanadto czepiać, sylwy mają swoje prawa, a sylwiści się mylą.

Podkreślam monumentalny kształt tomu (twarda oprawa, format B5, mnóstwo materiałów zdjęciowych), to już oczywiście zasługa wydawcy. W sumie: czyta się dobrze, choć nieobowiązująco. Tom 2 zapowiadany.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ