Czwartek, 30 kwietnia 2026
WydawcaZnak Literanova
AutorEric-Emmanuel Schmitt
TłumaczenieŁukasz Müller
RecenzentMarytka Czarnocka
Miejsce publikacjiKraków
Rok publikacji2025
Liczba stron488
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 3/2026

W prozie Erica-Emmanuela Schmitta zawsze było coś z gawędy przy kominku i coś z traktatu filozoficznego, który ktoś – zamiast na katedrze – wygłasza szeptem. Ten urodzony w Lyonie pisarz, dramaturg i eseista, z wykształcenia filozof, od lat buduje swoją twórczość na styku literatury i refleksji metafizycznej, zdobywając rzadką umiejętność mówienia o sprawach ostatecznych językiem przystępnym, a zarazem nienaiwnym. Popularność przyniosły mu zarówno kameralne opowieści o ludzkiej kruchości, jak i szeroko zakrojone projekty powieściowe, w których śledzi duchowe dzieje człowieka.

„Światło szczęścia” to książka, która udaje skromną, a mówi o sprawach ostatecznych; która brzmi jak opowieść o jednym losie, a w istocie jest przypowieścią o kondycji współczesnego człowieka. Warto przy tym pamiętać, że to czwarty tom cyklu „Podróż przez czas”, projektu literackiego, w którym autor próbuje opowiedzieć duchowe dzieje ludzkości poprzez kolejne epoki i wcielenia swoich bohaterów.

Schmitt bierze na warsztat temat najniebezpieczniejszy – szczęście. Nie to z folderów biur podróży ani z reklam banków, lecz szczęście jako stan skupienia ducha, jako wewnętrzne światło. I od razu czyni rzecz przewrotną: pokazuje, że owo światło rodzi się nie w południe, lecz o zmierzchu. Nie w sukcesie, lecz w pęknięciu. Nie w aplauzie, lecz w ciszy.

Bohater – uwikłany w swoje ambicje, lęki i rozczarowania – nie przechodzi nagłego olśnienia, jakby ktoś zapalił w nim lampę jednym pstryknięciem. Jego przemiana jest procesem. A proces, jak wiadomo, nie nadaje się na fajerwerki. To raczej żar pod popiołem, który długo wydaje się wygaszony, zanim nagle zacznie grzać. W kontekście całego cyklu przemiana ta nabiera dodatkowego znaczenia: staje się kolejnym etapem długiej wędrówki przez czas, historię i doświadczenie.

Schmitt nie moralizuje. To jego największa siła. W świecie, który aż kipi od instrukcji obsługi życia, od coachów duchowości i proroków samozadowolenia, autor proponuje coś radykalnie innego: powrót do prostoty. Do słuchania siebie. Do zgody na to, że cierpienie nie jest skazą na życiorysie, lecz jego integralną częścią. W „Świetle szczęścia” cierpienie nie zostaje wybielone ani upiększone – zostaje uznane. A to różnica zasadnicza.

Można by zarzucić tej prozie nadmierną łagodność. Ale czy łagodność jest dziś wadą? W epoce krzyku i polaryzacji „Światło szczęścia” proponuje ton wyciszony, niemal kontemplacyjny. To literatura, która nie chce triumfować nad czytelnikiem, lecz towarzyszyć mu w drodze.

„Światło szczęścia” można czytać jako opowieść o jednostkowej przemianie. Ale można też – i to wydaje się bardziej owocne – potraktować ją jako delikatny manifest przeciwko cywilizacji pośpiechu. Przeciwko przekonaniu, że życie musi być nieustanną ekspansją. Schmitt, w ramach swej wielotomowej wędrówki przez dzieje ducha, przypomina, że czasem największym aktem odwagi jest zatrzymanie się.

[buybox-widget category=”book” ean=”978­83­8367­879­5″/]

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ