środa, 26 sierpnia 2026
WydawcaIPN
AutorRafał Olbert
RecenzentTomasz Zb. Zapert
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2026
Liczba stron544
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 7-8/2026

Skuteczność działań bohaterek tej wnikliwej dysertacji zdaje się potwierdzać tytuł szlagieru z repertuaru Andrzeja Rosiewicza: „Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”.

Seks-agentki rekrutowano w Polsce Ludowej głównie ze środowiska ekskluzywnych prostytutek, otrzymujących od swoich zagranicznych klientów wynagrodzenie w zachodnich walutach – stąd potocznie określano je „dewizówkami”. Wieloletni szef kontrwywiadu PRL, gen. Władysław Pożoga, nazwał je „pogotowiem seksualnym” MSW.

Od jego pracownic – poza zastawieniem pułapki miłosnej – często oczekiwano dodatkowego zaangażowania. Szczególnie mile widziane przez SB było wplątanie dyplomatów w nielegalny handel dewizami, co wzmacniało siłę zgromadzonych materiałów kompromitujących. Znamy też przypadki szantażowania cudzoziemców rzekomymi ciążami ich kochanek – w razie potrzeby bezpieka potrafiła sporządzić metrykę chrztu nieistniejącego dziecka.

Hotele orbisowskie dysponowały określoną pulą pokojów, w jakich umieszczano gości pozostających w szczególnym zainteresowaniu służb. Agentura ulokowana wśród personelu dbała o to, aby konkretnemu obcokrajowcowi przydzielono pokój wyposażony w ukryty podgląd. Jednak do działań werbunkowych wykorzystywano głównie mieszkania konspiracyjne będące własnością SB. Starano się, aby były one wyposażone tak jak standardowe lokale w tamtym czasie.

W autobiografii „Z głowy” Janusz Głowacki napomknął o rzekomych intymnych relacjach esbeków z agentkami-prostytutkami, ale trudno zweryfikować te rewelacje. Niemniej zdarzyło się, że pewien oficer kontrwywiadu przystał na jednoznaczną propozycję zwerbowanej przez siebie sekretarki z ambasady RFN. Utrzymywał z nią romans, skrupulatnie opisując go w notatkach służbowych, aż w końcu – ku wyraźnemu niezadowoleniu kobiety – odsunięto go od kontaktów z nią.

Autor przywołuje przypadki Zbigniewa Brzezińskiego, Jacka Kuronia i Jana Kułaja. Pierwszy gościł w PRL w 1966 roku, będąc pracownikiem Departamentu Stanu USA. Jedna z gwiazd „pogotowia seksualnego” MSW twierdziła po latach, że próbowała go wówczas bezskutecznie usidlić. Inna z pań wykorzystywana do zastawiania pułapek miłosnych na cudzoziemców podjęła po latach pracę barmanki w hotelu Polonia. Wówczas rzekomo nawiązała znajomość z Kuroniem i zobowiązała się informować SB o każdym z nim spotkaniu, lecz nie wydaje się, aby złożyła na ten temat chociaż jeden donos. Natomiast dawnemu przywódcy rolniczej Solidarności rzeczywiście planowano podstawić seks-agentkę, gdy w czasie stanu wojennego przyjechał do jednego z podwarszawskich hoteli. SB wykorzystała w tym celu dwie panie. Bez powodzenia.

W orbicie zainteresowania kontrwywiadu znalazły się też aktorki. Elżbieta Czyżewska znała pewnego amerykańskiego dyplomatę, ale propozycję współpracy z SB stanowczo odrzuciła. Kontakty Bożeny Dykiel z bezpieką zakończyły się po niespełna roku. Natomiast Beata Tyszkiewicz przez kilka lat udzielała peerelowskim służbom specjalnym informacji o znanych jej zagranicznych dyplomatach, chociaż oficer prowadzący narzekał, że kontakt z obciążoną licznymi obowiązkami zawodowymi aktorką często bywał utrudniony.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ
Rynek książki
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.