Sobota, 1 listopada 2025
WydawcaSonia Draga
AutorDan Brown
TłumaczeniePaweł Cichawa
RecenzentGrzegorz Sowula
Miejsce publikacjiKatowice
Rok publikacji2025
Liczba stron702
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 10/2025

Z fabułami Dana Browna jest jak z religią: albo wierzysz, albo nie. Autor jest człowiekiem skromnym (autentycznie), więc do boga się nie porównuje, ale na pewno powiedzieć można, że jego powieści stały się kultowe. Nie mam niestety daru wiary, więc fabułom nie wierzę, nawet jeśli opierają się na faktach; „tym gorzej dla faktów”, rzekłby ironista, nie mając racji – Brown pokazuje, że jest mistrzem takiego przemieszania prawdziwych wydarzeń, autentycznych relacji i istniejących miejsc, iż przedstawiona czytelnikowi opowieść każe mu zadać sobie nieraz pytanie: „A co, jeśli autor ma rację…?”.

Nie da się jednoznacznie powiedzieć, że nie ma – a to dlatego, że spekulacje Browna z każdą jego książką stają bliżej i bliżej rzeczywistości: paranormalnej, wirtualnej, wyobrażonej. Noetycznej, czego właśnie tyczy fabuła. „Najprościej rzecz ujmując, nauki noetyczne zajmują się badaniami nad ludzką świadomością”, przedstawia swą specjalizację doktor(a) Katherine Solomon, akademicka partnerka Roberta Langdona (znamy go, znamy), w końcu i partnerka życiowa. Brown przedstawia ich romans tak subtelnie, że czytelnik przyzwyczajony do akcji bezpośrednich tu się zgubi – żadnego łapania za pośladek, nagiego biustu w łóżku? No właśnie nie. I, proszę mi wierzyć, obchodzimy się bez tego. Noetyka wygrywa z seksem. Bo wiemy, jak wygląda penis we wzwodzie, ale nie znamy stopnia wzmożenia umysłu.

Autor akcję ulokował w Pradze, miasto dawało mu więcej szans na „lokowanie produktu”, czyli wynajdywanie miejsc stosownych do zaprezentowania spisku, którego celem było opanowanie umysłów. Każdego. Wszystkich. Koncept nienowy, ale sprzedany w odświeżonej formie. Niestety, wiekopomna praca dr Solomon przepadła, ślady podziemnego laboratorium takoż – to obecnie jeden z przyjemnych praskich parków. Ale, jak mówiłem wcześniej, dla akolitów lektura „Tajemnicy tajemnic” to rzecz nieunikniona. Może nawet zabawić, choć nie mogłem oprzeć się myśli, że Brown się zapomniał – chwalił się, że to jego najlepsza bodaj książka, co jest wierutną bzdurą, bo to nic innego jak poprawnie napisana historia z gatunku zabili-go-i-uciekł, w której nie brakło trupów, pościgów, ludzi w maskach, utarczek wywiadów, tyle że w swej narracji autor zachłysnął się, wręcz zadławił noetycznymi szczegółami.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ