
Przetłumaczonej jakiś czas temu na język polski powieści „Troll”, której autorem jest Michal Hvorecký, słowacki pisarz i publicysta, znany polskim czytelnikom z wydanego u nas w 2023 roku utworu „Tahiti. Utopia” (tłum. Michał Wirchniański, Biblioteka Słów), nie czyta się łatwo i przyjemnie, bo też świat, który autor opisuje, do przyjemnych nie należy. Hvorecký przenosi odbiorców do niedalekiej przyszłości. Nie istnieje w niej już Unia Europejska, lecz Twierdza Europa powstała po upadku tej pierwszej. Nowemu związkowi polityczno-gospodarczemu przeciwstawia się Imperium, które przejęło władzę po wojnie hybrydowej. Ten dyktatorski twór kontroluje mieszkańców za pomocą mediów społecznościowych i dezinformacji, zatrudniając do skutecznej manipulacji całe armie internetowych trolli.
Imperium ze swoim najstarszym i największym miastem, Czarną Dziurą lub po prostu Dziurą, przypomina miejsce rodem z najgorszego koszmaru. Panują tu silne podziały społeczne, nienawiść i wszechobecny lęk, podsycany przez nieustanną propagandę. Państwo, pozbawione nadziei i elementarnego poczucia bezpieczeństwa, staje się przestrzenią, w której jednostka może przetrwać jedynie kosztem innych, a kontrola władzy wdziera się w każdy aspekt codzienności. Niemal cały majątek kraju należy do około trzydziestu rodzin, służba zdrowia podupada, za to korupcja ma się doskonale. Granice są ściśle strzeżone, by nikt nieproszony (czytaj: uchodźca) nie przedostał się do środka, ale też by żaden z obywateli nie mógł uciec. Według propagandy nie ma zresztą po co – w Imperium żyje się przecież najlepiej. Pierwszy przywódca kraju przejął media publiczne i wykorzystywał je do własnej propagandy, a jego następca, będący oczywiście także jego synem, ogłosił państwową wyszukiwarkę jedyną legalną i ocenzurował całą sieć. Codziennie podawał fałszywe komunikaty o rzekomych zagrożeniach oraz ostrzegał przed szykowanym zamachem stanu, co miało uzasadnić potrzebę budowy zastępczej stolicy. Miejsca, w którym elita mogłaby schronić się w razie ataku. Imperium targają nie tylko problemy polityczne i gospodarcze, lecz także ekologiczne. Dziurę do tego stopnia zatruwa smród rafinerii, że powietrze szczypie w oczy i drapie w gardle, a woda nie nadaje się do picia.
Główny bohater, nieco zakompleksiony chłopak, będący zarazem narratorem utworu, wraz ze swoją przyjaciółką postanawia zatrudnić się jako płatny troll internetowy – pracownik przemysłu dezinformacyjnego, zarabiający na życie rozpowszechnianiem kłamstw i manipulowaniem opinią publiczną – by rozbić system od środka. Jak to często bywa w takich sytuacjach, ich plan szybko się komplikuje: nie tylko nie udaje im się go zrealizować, ale też sami trafiają w sidła cyfrowej propagandy. Bohater z zadziwiającą dla siebie łatwością wczuwa się w nową rolę; jak zauważa, kreowanie fałszywych narracji jest zaskakująco proste i niepokojąco satysfakcjonujące. Dopiero po pewnym czasie zaczyna dostrzegać, jak bardzo ta praca wpływa na niego oraz na jego koleżanki i kolegów: „Jednoczesne surfowanie po necie, ustawiczne strumienie wpisów i newsy, nieustanne pisanie komentarzy… Wzrok śmigał po obrazkach i wideach. Już po kilku godzinach dosięgał nas paraliż. Nie byliśmy w stanie się skoncentrować, podjąć decyzji, ustalić priorytetów, selekcjonować bzdur. Strumienie stron i linków pobudzały pokusę, by kliknąć”. Z czasem uświadamia sobie również jej wpływ na rzeczywistość. Tym boleśniej, że sam staje się ofiarą fali nienawiści, co zmusza go do całkowitej zmiany wizerunku.
Wraz z narastającą wiedzą bohatera coraz wyraźniej ujawnia się skala samego zjawiska. Trolle nie hamują się bowiem przed niczym: tworzą setki fałszywych kont, uwiarygodniając ich istnienie dzięki publikowaniu codziennych, pozornie zwyczajnych treści (np. zdjęć i komentarzy) oraz drobny m interakcjom z innymi użytkownikami. Następnie rozpowszechniają ogrom fałszywych informacji, takich jak te, że Stany Zjednoczone są największym wrogiem, migranci zniszczyli Szwecję, a Australia zakazała islamu; żołnierze NATO zgwałcili na granicy Imperium dwunastoletnią wychowankę domu dziecka. Trolle psują też kariery konkretnym osobom, których zgodnie z poleceniem szefa należy się pozbyć. W skrócie: szerzą nienawiść, wspierają podziały i podsycają chaos informacyjny.
Hvorecký, posługując się cyberpunkową stylizacją, w ironiczny sposób ukazuje paradoksy świata rządzonego technologią, w którym władza swobodnie produkuje i rozpowszechnia fałszywe informacje. Stworzona przez niego dystopia, choć miała stanowić krzywe zwierciadło współczesności, staje się raczej soczewką wyostrzającą wszystkie mankamenty otaczającej nas rzeczywistości. W przerażający sposób okazuje się więc zaskakująco realistyczna. Ukazany przez pisarza świat jest brutalny i bezwzględny, co odzwierciedla sama narracja: surowa, chropowata i skupiona na detalach, jakby już na tym poziomie autor chciał podkreślić niepokojącą materialność przedstawianego uniwersum.











