
Zyta Rudzka w „Tylko durnie żyją do końca” pisze o wolności jako o wyborze podyktowanym tylko własną wolą, a nie powinnościami losu. Główna bohaterka porzuca miasto, osiedla się na uboczu, na krańcu wsi urządza życie wokół prostych rytuałów, wspólnych trunków z dwoma kochankami i w bliskości z naturą. To powieść, która gloryfikuje hedonizm rozumiany nie jako pusty próżny popęd, lecz jako etyka troski o swoje ciało i przyjemność: jedzenie, śmiech, picie pigwówki, stosunki z ludźmi, dbanie o psy i ogród stają się formą oporu wobec presji norm i melancholii bycia „na czasie”. Tak rozumiana radość życia jest u Rudzkiej zarazem buntownicza i prostolinijna, to akt odwagi polegający na odrzuceniu ambicji, której ceną byłaby utrata smaków codzienności.
Lida, nauczycielka wychowania fizycznego, nie postuluje teoretycznych zmian świata; jej filozofia ma formę praktyczną i cielesną. Być, nie mieć – to jej dewiza, która przejawia się afirmacją małych wolności: wybiera prostotę, wybiera towarzystwo, wybiera hedonistyczne rytuały zamiast społecznego teatru dnia codziennego. Nie jest uciekinierką ani tragiczną wyrzutką; jest kimś, kto mierzy się z przemijalnością ciała przez intensyfikację doznawanych przeżyć. Motyw śmierci także przewija się w książce, ale nie jako groźba paraliżująca, lecz jako tło, które kontrastuje z wartością chwil: z tego powodu codzienne przyjemności nabierają intensywniejszego znaczenia. Rudzka nie moralizuje: pokazuje, że życie na uboczu to nie wycofanie się w emocjonalny marazm, lecz świadome skoncentrowanie się na tym, co daje smak i sens. Życie w trójkącie kosztem opinii publicznej, wiejska monotonia zamiast atrakcji miasta, alienacja w pracy jako konsekwencja braku dyplomacji i bezpośredniości w wyrażaniu swojego zdania. Ten zysk przez stratę jest genialny w swojej odwadze i prostocie.
Narracja bywa radosna i surowa zarazem, autorka stosuje ironię, ale bez cynizmu; widzi ludzkie wady, lecz nie zsyła wyroków. Wszystko podane w krótkich zdaniach, bardzo zwięźle. W tym sensie „Tylko durnie żyją do końca” wpisuje się w to, co u Rudzkiej najcenniejsze: umiejętność tworzenia bohaterek autonomicznych, wyalienowanych, które nie proszą o litość, lecz o prawo do własnej przyjemności. Rudzka znów udowadnia, że potrafi pisać o wolności kobiecej w sposób świeży, a jednocześnie głęboko ludzki: z humorem, czasem brutalnie, często czułe i wyrozumiale.
Podobnie jak w „Ten się śmieje, kto ma zęby” Rudzka pozostaje wierna obrazowi kobiet, które biorą życie w swoje ręce, ale „Tylko durnie żyją do końca” jest w przeciwieństwie do surowego języka poprzedniej książki bardziej rozluźnioną, sielską celebracją ciała i przyjemności. To powieść, która nie opowiada rewolucji, lecz pokazuje, jak małe rewolty codzienności potrafią zbudować pełne ludzkie życie.














