Wtorek, 1 lipca 2025
WydawcaFabryka Słów
AutorJacek Komuda
RecenzentPiotr Kitrasiewicz
Miejsce publikacjiOżarów Mazowiecki
Rok publikacji2025
Liczba stron480
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 6/2025

Autor bada, analizuje i szeroko opisuje życie polityczne oraz organizację państwową dawnej Polski, skupiając się na przyczynach, które doprowadziły do jej upadku po stuleciach imperialnej potęgi. Jego zdaniem, szczytem siły i międzynarodowego znaczenia I Rzeczypospolitej był rok 1618, kiedy kraj rozciągał się od morza do morza, obejmował Inflanty i dolny Dniestr i sięgał do sławnych Dzikich Pól, o które toczyły się nieustanne wojny z chanatem krymskim. Armia była sprawna i znakomicie zorganizowana, wzbudzająca respekt w innych krajach, władza administracyjna fachowo wykonywała swoje zadania, gdyż jej kadry posiadały solidne wykształcenie, a znajomość łaciny wśród Polaków wzbudzała podziw cudzoziemców. W jednym z rozlicznych przykładów, będących dla dzisiejszego czytelnika pasjonującymi ciekawostkami wyrwanymi z lamusa historii, Jacek Komuda przytacza zupełnie zaskakujący fakt, jakim była wizyta polskiego posła na angielskim dworze Elżbiety I u schyłku XVI wieku. Paweł Działyński, przysłany przez Zygmunta III Wazę, króla Polski i Szwecji, mówił tak płynną i wykwitną łaciną, że królowa nie nadążała i zawstydzona uciekła z sali, pozostawiając negocjacje swoim doradcom. Inna rzecz, że wysłannik króla Zygmunta przemawiał do niej tonem dalekim od uniżoności, bo ostrym i ultymatywnym, chodziło bowiem o wyrażenie zgody na swobodną drogę dla naszych statków handlowych do Hiszpanii, z którą Anglia toczyła wojnę i blokowała kontakt morski ze swoim wrogiem, a także o umożliwienie handlu z samą Brytanią kupcom z Gdańska i Królestwa.

Powolny upadek Rzeczypospolitej następował po wymienionym roku 1618, a przyczyny były rozległe i złożone. Przyczyny wewnętrzne po części znamy, bo rozpisywano się o nich od dawna zarówno w monografiach historycznych, jak i podręcznikach szkolnych. Najważniejszą było nadmiernie rozbudowane znaczenie sejmików szlacheckich z osławionym liberum veto, którym posługiwali się przekupieni posłowie w celu zerwania obrad nad pożytecznym celem. Niektórym łapówka, przyjmowana od agentów francuskich, austriackich, pruskich czy rosyjskich, starczała raptem na własny pogrzeb, gdyż rozwścieczeni uczestnicy obrad rzucali się na takiego oponenta, a jeśli nie udało mu się uciec, roznosili go na ostrzach szabel. Wielu jednak ryzykowało dla pieniędzy i uchodziło z życiem.

Kolejni królowie mogli zdaniem autora zrobić wiele w tym zakresie poprzez mądre i przemyślane stopniowe reformowanie systemu ustawodawczego, ale skupiali się na innych sprawach, jak religijne, w przypadku Jana Kazimierza, lub militarne, co stało się znakiem panowania Jana III Sobieskiego, który ponadto za dużo czasu i energii poświęcał przygotowaniom swojego syna Jakuba do objęcia po nim tronu, co zakończyło się fiaskiem.

A jeśli już próbowali reform, to robili to nazbyt gwałtownie, chcąc załatwić wszystko od razu, czym wzbudzali ostry i zakrojony na szeroką skalę opór szlachty, zbyt niebezpieczny dla władcy, który pospiesznie wycofywał się ze swoich reformatorskich zamierzeń.

A inne przyczyny? Z jednej strony rosnące w potęgę wrogie Polsce Prusy, oderwane od Rzeczypospolitej dzięki licznym przekupstwom naszych wpływowych dostojników, a z drugiej – dobrowolne szukanie mediacji w Moskwie przez skłócone polskie stronnictwa, co sprawiło, że państwo carów niejako w naturalny sposób zaczęło traktować republikę polsko-litewską jako swoją strefę dominacji.

Posługując się lekkim, wciągającym, gawędziarskim stylem, autor w sposób pasjonujący opowiada o ważnych wydarzeniach z czasów I RP, zaglądając za kulisy ówczesnego życia politycznego, społecznego i wojskowego, a po części także prywatnego.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ