
Podtytuł książki może wydać się mylący. Kochamy wiele seriali telewizyjnych, począwszy od „Wojny domowej”, „Czterdziestolatka”, „Stawki większej niż życie” czy „Czarnych chmur”, a na „M jak Miłość” czy „Ojcu Mateuszu” kończąc. Ale książka Konrada Chwasta nie o nich traktuje. Autor pisze bowiem wyłącznie o serialach amerykańskich, wychodząc z założenia, że to właśnie one kształtują gusty widzów na całym świecie. Trzonem jego pracy jest przegląd tych odcinkowych filmów, które jego zdaniem były szczególnie istotne w tworzeniu gatunku takiego, jakim widzowie znają go dzisiaj. I znowu rozczarowanie: w przeglądzie tym nie ma tytułów niegdyś kultowych, przyciągających do małego ekranu telewidzów w wielu krajach, również w Polsce, takich jak „Bonanza”, „Ścigany”, „Doktor Kildare”, „Columbo” lub „Dynastia”. Są natomiast „Buffy: Postrach wampirów”, „Więzienie Oz”, „Miasteczko Twin Peaks”, „Z archiwum X”, „House od Cards”, „Sukcesja”, a przede wszystkim „Rodzina Soprano”, bo temu tytułowi autor poświęca najwięcej miejsca.
Konrad Chwast kreśli dzieje serialu jako gatunku. Powstał on w Stanach Zjednoczonych jako przeciwwaga dla hollywoodzkich produkcji szerokoekranowych, a przełomem okazał się emitowany przez stację CBS w latach 1951–1957 serial „Kocham Lucy”. Przełom polegał na tym, że nie miał on charakteru wyświetlanego na żywo spektaklu teatralnego, ale został nagrany na taśmie, z zastosowaniem różnych ujęć kamery, czyli typowo filmowymi środkami. Sukces „Kocham Lucy” sprawił, że śladem serialu poszły inne stacje, rozpętując modę na ten rodzaj przekazu fabularnego. Niestety, książka „Uwaga spoiler” mocno ogranicza swoją tematykę do przytoczonych tytułów. Owszem, zagląda za kulisy produkcji, podpatruje pewne wątki. Na przykład analizuje – chociaż słowa tego używam na wyrost – jedzenie na ekranie. Dla aktorów jest to poważne wyzwanie, bo kiedy dwóch prowadzi ze sobą dialog, a jeden robi to, konsumując – przykładowo – pizzę, to wystarczy jedna pomyłka w tekście i kęs trzeba powtórzyć. I to z nowego kawałka pizzy. A jeśli pomyłki następują w scenie rodzinnego obiadu lub bankietu, wówczas trzeba gotować ogromne ilości jedzenia. Z alkoholem było prościej. Opierając się na przykładzie „Rodziny Soprano”, autor wyjaśnia, że szkocką whisky, której wiele wypijali jego bohaterowie, zastępowano herbatą lodową ze względu na zbliżony kolor. Inne kulisy kręcenia seriali dotyczą scenerii, w jakiej one się rozgrywają. Właściciele hoteli i samorządy różnych stanów oferują filmowcom rozmaite zniżki i ułatwienia, żeby tylko w ich lokalnej scenerii nakręcili plenery. I to, kto da więcej, decyduje, gdzie powstają sceny zewnętrzne, zaplanowane początkowo, na przykład, na Arizonę lub Newadę, a ostatecznie zrealizowane w Teksasie lub Nowym Meksyku.
W sumie książka jest o wszystkim i o niczym. A już na pewno nie odpowiada na pytanie, dlaczego kochamy seriale.













