
Lektura lekka, prosta i przyjemna – jak muzyka z lat sześćdziesiątych, czyli rozrywkowa. I ta książka też napisana została dla rozrywki, sprawnie i z pomysłem. Wrocławska autorka, historyczka z cenzusem, narrację poświęciła zagadce zaginięcia renesansowego portretu „Madonny pod jodłami”, namalowanego przez Łukasza Cranacha starszego. Obraz był wielkiej urody, wisiał w kaplicy arcybiskupa wrocławskiego, ale gdy miasto okrążały nienasycone zdobyczy oddziały Armii Czerwonej, niemiecki proboszcz przygotował kopię dzieła, oryginał ukrył, potem zaś wywiózł, repatriując się do Niemiec. Po latach odkryto mistyfikację, ale zamieciono sprawę pod dywan – stosunki Kościoła z państwem były napięte, zgłoszenie utraty wywołałoby ataki na „niekompetencję religijnych opiekunów polskich skarbów”.
Obraz odnalazł się po latach, w Szwajcarii, i w 2012 roku został Polsce zwrócony. Badaczom udało się odtworzyć losy „Madonny” i jej różnych protektorów, ale jedynie po części – pozostałe fragmenty całej fabuły uzupełniła autorka, wątek Indiany Jonesa w księżowskiej sutannie, czyli historyka sztuki Marka Wolskiego, przeplatając z wyczynami służb specjalnych NRD, skorumpowanych agentów polskiego MSW i wiedeńskiej madonny, czyli rudowłosej piękności, która dla głównego bohatera stała się uosobieniem tytułowej wrocławskiej świętej.
Gładka lektura, przekonująco przedstawione postaci, zwłaszcza uczestników słynnej akcji o kryptonimie „Żelazo”, jaką polskie służby specjalne prowadziły w latach siedemdziesiątych na Zachodzie, przestępczymi metodami zdobywając środki finansowe: gotówkę, dzieła sztuki, złoto. Nasi agenci, uciekając z Wiednia po ostatnim włamie, transportowali cztery walizki kosztowności; wiadomo, że łupem będą dzielić się wszyscy, ale już na wysokości Kłodzka, niedaleko od przejścia granicznego w Kudowie, redaktor książki zgubił jedną z nich…













