Piątek, 24 lutego 2023
WydawcaCzytelnik
AutorAnna Musiałówna
RecenzentGrzegorz Sowula
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2022
Liczba stron424
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 2/2023

Adeptka baletu, która po wymuszonym odejściu ze szkoły baletowej nie poświęcała już czasu na zdjęcia tancerzy, prób i premierowych spektakli. Spekulacją będzie próba oceny, czy sztuka tańca na tym ucierpiała, stawiam jednak kilka rolek ORWO przeciw parze baletek, że zyskała niepomiernie fotografia – tak serie ujęć, jak i narracja im poświęcona. Musiałówna przedstawia czytelnikom „autoportret fotoreporterki”, jak mówi podtytuł – to nawet więcej, udostępnia kuchnię artystki.

Bogatą, z szeregiem przypraw – to „snimki”, drobne fotki, czarno-białe zapiski w różnych formatach, notatki na szerokich i wąskich negatywowych taśmach. Jej kuchnia nie pokazuje jednak obiektywów, którymi te zapiski były robione, użytych migawek i przysłon, czasów i filtrów, opowiada raczej, co każde ujęcie znaczyło dla jego bohatera. Nawet w okolicznościach tak niezwykłych, jak podczas spotkania z mieszkankami zakładu dla niewidomych, dla których pojęcie „zrobienia zdjęcia” jest obce, niezrozumiałe. „Mówimy innymi językami, posługujemy się odmiennymi znakami. (…) Mają po kilkanaście lat, przed nimi jeszcze całe życie w mroku”, konstatuje Musiałówna. Gdy pyta niewidomą studentkę, czy chciałaby zobaczyć świat, ta odpowiada przecząco: „Chyba nie. Mógłby mnie rozczarować”.

Autorce zależy na dopytaniu, poznaniu powodów ludzkich zachowań. Są tu i partyjni funkcjonariusze, i kolega fotograf, „stabilny byt przepuszczający w napojach procentowych”; i syn coraz bardziej przejmujący domowe archiwum, i znajomi z ogrodu Saskiego skarżący się na postępującą peselozę. A także Gustaw Herling-Grudziński, z którym połączyły ją wspomnienia – Musiałówna urodziła się w Suchedniowie, pisarz spędził w miasteczku młodość. Cytuje ich korespondencję, pisarz ze wzruszeniem dziękował jej za listowną rekompensatę jego „nie-wizyty w rodzinnym miejscu”, gdy odwiedzał Polskę, ona nie przestaje pisać nawet po jego śmierci.

Bo Musiałówna pisać lubi, ma dar spojrzenia, oceny, opisu. Jest uczciwa, potrafi potępić siebie, wytknąć kolegom nieetyczne zachowanie. Gdy w małej wiosce spłonęły w pożarze dzieci, za sensacją pogoniły wszystkie media. Cytuje słowa naczelnika lokalnej policji, którego zaskoczyli „krwiożerczy dziennikarze”: „Hiena to zbyt delikatne określenie. To był makabryczny spektakl medialny”. Koleżanka, z którą wraca, namawia ją do działania: „Mam fantastyczne morderstwo i dwa super samobójstwa. Zrobisz dwa, trzy zdjęcia, zawsze to trochę kasy. Bez mięsa nikt nie kupi gazety, czytelnik i widz potrzebują flaków na wierzchu, trzeba się dostosować, inaczej pójdziemy z torbami”. Jakże cieszy mnie, że jestem z tego samego pokolenia i nie muszę kupować gazet dla motłochu.

Bardzo polecam ten autobiograficzny tom. To kawał fascynującej historii – ludzi, rodziny, kraju, profesji. Co Anna widziała po drugiej stronie szkła – dużo, znacznie więcej, niż skłonni bylibyśmy uwierzyć.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ