
Podtytuł tej książki brzmi „Opowieść ojca i syna”. Bowiem jest ona złożona z dwóch części. Pierwsza, znacznie obszerniejsza, zawiera bardzo skrupulatną relację Stefana Majchrowskiego, rotmistrza kawalerii Wojska Polskiego, który we wrześniu roku 1939 trafił do niewoli. Miał szczęście, że niemieckiej. W rezultacie przeszło pięć lat spędził w Oflagu VII A.
Drobiazgowo go opisuje, ukazując ciężkie warunki bytowania, nierzadko znaczone chłodem i głodem. Wnikliwie portretuje towarzyszy niedoli i obozowy personel. Przedstawia jenieckie aktywności, a było ich wcale niemało. Rytm jego oszczędnej narracji – po raz pierwszy opublikowanej przed ponad półwieczem – pozbawiony niemalże elementów kombatanctwa, toczy się w porządku chronologicznym.
60 lat po oswobodzeniu tego obozu, zlokalizowanego w Bawarii, u podnóża Alp, teren odwiedził syn Stefana, Jan, ceniony jurysta, lecz również pierwszorzędny pisarz (gorąco rekomenduję tomy eseistyczne: „Przeciw uzbrojonym analfabetom” oraz „Polidruki”). Reportaż z owej podróży retro – stanowiący swoiste dopełnienie historii – jest niewielki jedynie objętościowo. To literatura przez duże L. Zaskakuje, wzrusza, naucza. Na dodatek otacza ją nimb metafizyki.














