
Żyjemy w ciekawych czasach. Na gruncie politycznym oznacza to funkcjonowanie w świecie, gdzie dominujące przez lata wartości i ustalone linie podziałów coraz bardziej odchodzą do lamusa. Jednym z tych (jak się wydaje) przestarzałych konceptów jest niepodważalna hegemonia Stanów Zjednoczonych, którą pod lupę w swojej książce „Zagubiony hegemon. Zmarnowana szansa Ameryki i rewolucja Trumpa” bierze dziennikarz Łukasz Gadzała.
Centralnym dylematem książki jest próba zrozumienia, co spowodowało ograniczenie amerykańskiej potęgi, spadek zaufania do jej przewodniej roli, a koniec końców również wybuch rewolucji trumpizmu. Gadzała patrzy na obecną sytuację jako pochodną długiego procesu zapoczątkowanego w czasach powojennych. W jego opinii dzisiejsze stosunki USA z Europą, Bliskim Wschodem, Chinami czy Rosją to efekt wielu dekad zaniedbań i błędnych strategii.
Trudno (przynajmniej w części) nie zgodzić się z analizą autora. Pewna światłość widzenia nie czyni jednak automatycznie książki udaną. A „Zagubiony hegemon” nie jest w stanie udźwignąć kilku fundamentalnych problemów. Łukasz Gadzała bardzo usilnie trzyma się wąskiego punktu widzenia nakierunkowanego na Biały Dom i jego najbliższe otoczenie. Co gorsza, jak na opowieść poświęconą postaciom, których życiorysy zostały skrupulatnie udokumentowane, książka polskiego dziennikarza zbyt często sprowadza się do nieuzasadnionego gdybania na temat poglądów kolejnych prezydentów.
Największa wada „Zagubionego hegemona” szybko staje się oczywista – książka Gadzały nie jest w stanie uzasadnić swojej długości. Autor eseju po wielokroć powtarza te same wnioski i koncepcje, w kółko odwołuje się do tych samych teoretyków myśli politycznej, a w dodatku nawet nie próbuje skonfrontować się z całkiem realnymi wątpliwościami. Główna teza „Zagubionego hegemona” zakłada, że USA za mocno rozpychało się łokciami po świecie, niejako popychając inne regionalne potęgi w stronę ekstremizmu. Czy jednak polityka ustępstw i appeasementu nie wiąże się z równie wielkim ryzykiem? W krótkim eseju można by było wybaczyć podobne intelektualne niedopatrzenia, ale w liczącej ponad 300 stron książce są one niedopuszczalne.











