
Autorka snuje opowieść o węgierskiej arystokratce, która przeszła do legendy jako żeński odpowiednik hrabiego Drakuli. Elżbieta Batory była jednak postacią historyczną, siostrzenicą pochodzącego z Siedmiogrodu naszego króla Stefana, oskarżaną o perwersyjne zabójstwa dokonywane na młodych kobietach z ludu, ściąganych do jej zamku podstępem lub porywanych. Wspólnikami były trzy osoby ze służby, dwie kobiety i młody mężczyzna. A ofiar było mnóstwo, w trzymanej w ukryciu księdze hrabina zapisywała imiona zamordowanych: były ich setki. A robiła to, bo nie akceptowała swojej starzejącej się skóry, a kąpiel w krwi dziewic miała jakoby zapewnić zaniknięcie zmarszczek. Przynajmniej czasowe, dlatego trzeba było dalej zabijać i spuszczać krew. W końcu zrobiło się o niej głośno i sprawa trafiła przed trybunał śledczy. Winę udowodniono. Dwie służące skazano na spalenie żywcem, a stajennego – ze względu na młody wiek – na ścięcie i spalenie martwego już ciała. Samej Elżbiecie jako arystokratce przeznaczono osobliwy koniec: została zamurowana w komnacie zamkowej, gdzie wrzucano jej jedzenie przez specjalny otwór. Po miesiącu zmarła.
Fabuła rozpoczyna się w roku 1610, kiedy do zamku w Czachticach przybywa młoda wiejska gęsiarka, Boróka Libalany, aby podjąć służbę u hrabiny Batory. Przekonuje się, że jej pani jest osobą dziwną, ale na swój sposób fascynującą. Piękna, melancholijna i posępna, kiedy jest zła, bije służące, a nawet rani je nożem. Nie boją się jej tylko dwie spośród służek, Dorka oraz Ilona, które wydaje się darzyć specjalnymi względami, podobnie jak chłopaka ze stajni Janosa. Boróka ulega coraz większej fascynacji swoją panią, zauważają między sobą podobieństwo: w sylwetkach, owalu i rysach twarzy, włosach. Hrabina postrzega Borókę jako samą siebie z młodych lat. W okolicy rodzi się plotka, że była gęsiarka jest córką Elżbiety, oddaną zaraz po narodzinach chłopskiej mamce.
Brytyjska pisarka napisała powieść o relacjach między kobietami. Zastosowany przez autorkę psychologizm jest jednak słabiutki, płytki i mało przekonujący. Jeszcze mniej przekonujące jest wybielanie postaci głównej bohaterki, nie będącej w oczach Soni Velton żadną morderczynią, lecz ofiarą rodzinnego spisku mającego na celu zawładnięcie jej majątkiem. Autorka neguje wartość całego materiału dowodowego zebranego w śledztwie, łącznie z zeznaniami świadków i zapisami w księdze ofiar, a także karę wymierzoną Elżbiecie Batory. Według pisarki nie zamurowano jej, lecz po prostu skazano na areszt domowy, stawiając strażnika przy drzwiach jej komnaty. Całość jest ckliwa i naiwna, a w dodatku mało wciągająca.













