
Czy zła wola, za którą kryje się nienawiść, może być motywem zbrodni? Oczywiście tak. A czy może ona być tematem powieści kryminalnej? Jak najbardziej! I to świetnej powieści, która do ostatnich stron trzyma czytelnika w niepewności, zwodzi go, miesza w głowie, podsuwa rozwiązania, z których się później sprytnie wycofuje, by zastąpić je nowymi.
„Zła wola” japońskiego mistrza kryminału Keigo Higashino to prawdziwy majstersztyk.
Sprawa wygląda tak. Po odwiedzinach Osamu Nonoguchiego, byłego nauczyciela gimnazjalnego, aspirującego pisarza, a póki co autora książek dla dzieci, u Kunihiko Hidaki, znanego i nagradzanego literata, a zarazem kolegi z lat szkolnych, ten drugi zostaje zamordowany w dość „literacki” sposób, czyli poprzez uderzenie przyciskiem do papieru oraz uduszenie kablem telefonicznym. To właśnie na Nonoguchiego, człowieka skrytego i, jak się później dowiadujemy, owładniętego myślą o karierze pisarskiej, niemal od razu pada podejrzenie. Do pracy rusza Kyōichiro Kaga, błyskotliwy i nieustępliwy detektyw, a przy tym znajomy oskarżonego. Dość szybko udaje mu się wykazać, że jego podejrzenia są słuszne. Nonoguchi przyznaje się do czynu. Tak jak w „Podejrzanym X”, wydanej już w Polsce świetnej powieści autorstwa Higashino, niemal już na początku książki poznajemy sprawcę. I tak jak w tamtej pozycji, również w „Złej woli” właśnie od tego momentu akcja powieści przyśpiesza. Do rozwiązania pozostaje kwestia motywu. I to jego poszukiwanie jest głównym wątkiem tej misternie skonstruowanej i wściekle inteligentnej pozycji. Oskarżony twierdzi, że kierowała nim złość. Detektyw wątpi, by tak było. Odpada też motyw kradzieży. Co zatem popycha niespełnionego pisarza do popełnienia zbrodni? Czyżby była to tytułowa zła wola?
Niech za sugestię, choćby nawet mylącą, posłuży japońskie słowo ijime, które opisuje zjawisko nękania w japońskich szkołach. O tym również przeczytamy w powieści. Podobnie jak o wāpuro, urządzeniu, które niegdyś w Japonii zrobiło zawrotną karierę, a które u nas jest zupełnie nieznane. To połączenie maszyny do pisania z prostym komputerem, czyli wyposażony w klawiaturę i monitor elektroniczny edytor tekstu, jeszcze dwie dekady temu namiętnie używany przez literatów w Kraju Kwitnącej Wiśni.
„Złą wolę” uważnie przeczytać powinni także wszyscy ci, którzy marzą o karierze pisarskiej. W fabułę powieści zostały wplecione charakterystyki (nie tylko japońskiej) branży wydawniczej. Sukces jest w niej dobrem rzadkim, a porażka to chleb powszedni i nikt chyba nie wie, co sprawia, że jedno dzieło zdobywa miliony czytelników, a inne przechodzą bez echa. Bohater książki, autor bestsellerów Hidaka, tłumaczy sfrustrowanemu Nonoguchiemu, że gdyby napisał książkę, która – pomimo niewątpliwych walorów literackich – nie zostałaby zauważona, „zostałby z poczuciem bezsensu tego wszystkiego, jak ten facet, co wrzucił kamyczek do bezkresnego oceanu”. Który z pisarzy nie zna tego przytłaczającego uczucia, niech pierwszy rzuci kamień.
To zdanie zostawiam pod rozwagę wszystkim początkującym adeptom pisarskiego fachu marzącym o wielkiej, świetlanej karierze. Niech będzie przestrogą, że droga do literackiej sławy wybrukowana jest niepowodzeniami. Pisarskie piekło pełne jest wspaniałych, choć niezauważonych książek i sfrustrowanych autorów.
Jeśli lubicie, gdy podczas czytania wasz umysł pracuje na pełnych obrotach, a intelektualna rozgrywka między bohaterami pełna jest zwrotów akcji, ślepych uliczek i nieoczywistych rozwiązań, koniecznie przeczytajcie „Złą wolę”. Niektórzy japońscy krytycy i fani Keigo Higashino twierdzą, że to jego najlepsza powieść.
Warto podkreślić wspaniałe tłumaczenie z języka japońskiego autorstwa Andrzeja Świrkowskiego.











