
Wydawnictwo Zielona Sowa zapowiedziało książkę Anny Jankowskiej z ilustracjami Michała Szafrańca. Opublikowane w mediach społecznościowych ilustracje wzbudziły podejrzenia, że zostały wygenerowane przy pomocy sztucznej inteligencji – internauci wskazywali na charakterystyczne błędy.
Pod presją pytań wydawnictwo usunęło post, deklarując chęć wyjaśnienia sprawy, a następnie pokazało nagranie z procesu rysowania – jednak internauci wytknęli, że są w zupełnie innym stylu i niepowiązane z promowaną książką. W oświadczeniu Zielona Sowa podkreśliła, że nie ma narzędzi do stuprocentowego wykrywania AI, a współpracując z autorami, opiera się na ich deklaracjach i zasadzie wzajemnego zaufania.
Sytuację zaostrzyło usunięcie portfolio Michała Szafrańca z internetu, przy jednoczesnym utrzymaniu zapowiedzi książki w ofercie wydawnictwa.
Sprawa stała się punktem wyjścia do szerszej dyskusji o roli AI w ilustracji książkowej, braku transparentności, ryzyku spłycenia sztuki wizualnej oraz zagrożeniu dla zawodu ilustratora, który coraz częściej konkuruje z tanimi, generowanymi automatycznie obrazami.
Gosia Herba, ilustratorka, autorka książek dla dzieci, historyczka sztuki, jej prace publikuje m.in. „New Yorker” i „The New York Times”, zamieściła taki komentarz w mediach społecznościowych:
„Portfolio Michała Szafrańca znika z sieci… Książka nadal jest w zapowiedziach wydawcy.
Co w tym strasznego?
To, że ani autorka ani wydawca nie zauważyli, że ilustracje wyglądają jak wygenerowane przez AI.
To, że być może wydawca doskonale wiedział, że to wytwór sztucznej inteligencji.
To, że ilustrator, który chyba potrafi rysować, posiłkuje się AI i nie informuje o tym nikogo.
To, że wielu ludziom się te ilustracje bardzo podobają i chętnie zainfekują mózgi swoich pociech obrazami pozbawionymi jakiejkolwiek wrażliwości i piękna.
To, że jest coraz więcej książek ilustrowanych przez nagle pojawiających się ilustratorów (bez żadnych wcześniejszych publikacji) posiłkujących się AI (niektórzy wydawcy podają taką informację).
To, że ludzie utracili zdolność weryfikacji… jakby nagle cała wiedza o świecie wyparowała z ich łbów. Idę tu dalej, mówię już nie o ilustracji, ale o fejkowych newsach, obrazach ze świata przyrody etc.
Piszę o tym nie ze strachu o moją pracę, bo mam jej aż za dużo. Wiem, że tego procesu się już nie zatrzyma, ale przeraża mnie cynizm wydawców i twórców sięgających po AI, którzy ujmują naszemu zawodowi, odbierają mu znaczenia. Wybierają za to miałkość i pieniądze. To nie są wartości, którymi chcecie karmić swoje dzieci.
Chciałabym się mylić, chciałabym żeby wszyscy zainteresowani i oburzeni sprawą się mylili. Żeby prace Michała Szafrańca były stworzone w 100 proc. jego umysłem, ręką, wrażliwością. Przeproszę wtedy z całego serca”.













