
Właścicielka kamiennogórskiej Księgarni Atena Krystyna Czerniga po raz kolejny zabrała głos w sprawie przyszłości placówki. W ubiegłym roku księgarnia świętowała 80-lecie.
Księgarka zaznacza, że nadal wierzy w sens istnienia lokalnej księgarni. Uważa ją za ważny element życia społecznego i kulturalnego miasta. Jest gotowa nawet przekazać księgarnię w dobre ręce, najlepiej fundacji, byle mogła nadal funkcjonować. Jednocześnie przyznaje, że prowadzenie niezależnej księgarni jako działalności gospodarczej staje się coraz trudniejsze.
Właściciele Ateny podkreślają, że nigdy nie chcieli dopuścić do sytuacji, w której księgarnia zostałaby zamknięta nagle, bez wcześniejszych sygnałów i prób ratowania działalności. Chcą, aby mieszkańcy, samorządowcy i osoby deklarujące troskę o lokalną gospodarkę miały świadomość problemu i możliwość reakcji.
„Księgarnie są miastotwórcze, społeczne i gospodarczo ważne. Troska o ich istnienie, nie może, nie powinna spadać tylko na czytelników i właścicieli. Istnienie księgarń nie może być oparte na ciągłym dokładaniu, poświęcaniu się właścicieli i innych osób prywatnych, patrząc jednocześnie jak wielkie publiczne pieniądze są z regionu wysysane, aby zrobić zakupy gdzieś daleko, albo jak nasi stali mali klienci otrzymują w nagrodach od samorządów bony do odległej sieciówki”.
Jak wskazują, to właśnie dzięki wiernym klientom księgarnia nadal istnieje. Coraz więcej osób przyjeżdża do Kamiennej Góry z okolicznych miejscowości, gdzie niezależne księgarnie już zniknęły. Problemem nie jest więc brak zainteresowania książkami, lecz utrata innych źródeł dochodów, które przez lata pozwalały księgarniom funkcjonować.
Według właścicieli jednym z najpoważniejszych ciosów dla branży było wyłączenie podręczników szkolnych z tradycyjnego rynku księgarskiego bez zapewnienia odpowiednich mechanizmów rekompensujących utracone przychody. Choć powstały programy wspierające czytelnictwo, nie zdołały one ustabilizować sytuacji ekonomicznej niezależnych księgarń.
Jak wskazano: „Księgarnie są zamykane z powodu odpływu czytelników, to inne źródła dochodów potraciliśmy. Księgarstwo zawsze było sezonowe, przez większą część roku księgarnia szła na minus, aby w niektórych miesiącach straty odrabiać, dzięki sezonowi podręcznikowemu, zakupach nagrodowych czy bibliotecznych. W prawdziwej księgarni jest miejsce na 20-30k książek, a nie na gastronomię, sprzedaż piwa/wina, kwiatów czy rękodzieła. Po przebranżowieniu to już nie to samo zarówno dla czytelników, jak też rynku książki a szczególnie dla małych wydawców, oraz tych tworzących dla dzieci”.
Podkreślono także: „Księgarnie nie padają z powodu spadku czytelnictwa, to czytelnictwo spada z powodu zanikania księgarń. Gdy znikały pierwsze, czytelnictwo przekraczało 70 proc. , na prowincji 60 proc. Obecnie za sukces uważa się, gdy średnia krajowa nie spada poniżej 43 proc. czy 30 proc. na prowincji, gdzie księgarń już praktycznie nie ma. Na braku niezależnych księgarni, tracą mieszkańcy , wydawcy, pisarze, budżety samorządów oraz kraju”.
Właściciele Ateny podkreślają, że będą nadal przypominać o znaczeniu księgarń dla lokalnych społeczności. Ich apel jest nie tylko walką o przyszłość jednej placówki, ale także głosem w obronie całego sektora niezależnego księgarstwa.
Przeczytaj także: O Księgarni Atena w Sejmie – posłanka Iwona Krawczyk: Nie wyobrażam sobie świata bez księgarń i mam nadzieję, że Wy też









