
Olga Tokarczuk odniosła się do burzliwej dyskusji w przestrzeni publicznej, jaką wywołały jej wypowiedzi na temat sztucznej inteligencji na konferencji Impact w Poznaniu.
„Uwagi wygłaszane podczas publicznych spotkań na żywo, podobnie jak wszystkie inne rozmowy, mogą być niewłaściwie zrozumiane. Nie napisałam książki, która ukaże się jesienią w Polsce ani z AI, ani z nikim innym. Od kilkudziesięciu lat piszę sama” – przekazała w oświadczeniu Olga Tokarczuk.
We wpisie w mediach społecznościowych napisała:
„Oświadczam krótko i stanowczo:
1. Korzystam ze sztucznej inteligencji na takich samych zasadach, jak większość ludzi na świecie – traktuję ją jako narzędzie, pozwalające szybciej dokumentować i sprawdzać fakty. Zawsze, kiedy z tego narzędzia korzystam, dodatkowo weryfikuję informacje. Tak samo, jak robiłam to przez kilkadziesiąt lat czytając książki i szperając w bibliotekach i archiwach.
2. Żaden z moich tekstów, również powieść, która ukaże się jesienią tego roku, nie powstała przy pomocy sztucznej inteligencji – nie licząc używania jej jako narzędzia szybszej kwerendy.
3. Czasem inspiruję się snami, ale zanim i to zdanie zostanie osaczone i zagryzione przez ekspertów, spieszę donieść, że są to moje własne sny”.
Unia Literacka zamieściła taki komentarz:
„Fala emocjonalnych komentarzy do fragmentów wypowiedzi Olgi, pokazuje, że dyskusja przestała dotyczyć kwestii wykorzystania nowych technologii w pracy pisarzy i pisarek, a skupia się na podsycaniu niechęci do samej autorki i podważaniu jej dorobku.
Wiele osób piszących już dziś korzysta z narzędzi AI. Istnieje jednak zasadnicza różnica między użyciem sztucznej inteligencji jako sekretarza a oddaniem jej autorstwa.
Ta debata o granicach AI się toczy i nie da się przed nią uciec. W ramach Unii Literackiej stale dyskutujemy o prawnej i etycznej stronie AI, jednocześnie działając, by prawo chroniło dorobek twórców. Jednak niepodzielanie czyichś poglądów, a nawet ich zdecydowane odrzucenie, nie oznacza prawa do nagonki, pogardy czy hejtu – tak wobec Olgi, jak i kogokolwiek innego.
Zarazem, zadanie pisarzy i pisarek widzimy w toczeniu otwartych dyskusji, nawet jeśli są one trudne i niewygodne, także dla nas samych”.
Na konferencji Impact Olga Tokarczuk przyznała: „Często wprost rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą: 'Kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?’. Mimo że wiem o halucynacjach i licznych błędach rzeczowych algorytmów na polu ścisłej ekonomii i twardych danych, muszę oddać to, że w płynnej literackiej fikcji ta technologia stanowi atut o niewiarygodnych wprost proporcjach”.
Przyznała także: „Wbrew obawom uważam, że my, pisarze, z uwagi na specyfikę naszego rzemiosła, najszybciej i najściślej zwąchamy się z narzędziami pokroju AI – powiedziała w Poznaniu. – Nasze głowy, umysły literackie działają w zupełnie inny sposób; ich praca opiera się na szerokim, bardzo rozległym obwodowym i asocjacyjnym kojarzeniu faktów, co skrajnie różni się od wąskiego, bardzo ukierunkowanego tunelowego myślenia akademików”.
Tokarczuk przyznała się również do tego, że wykupiła „najwyższą, zaawansowaną wersję jednego modelu językowego”. (…) I bywam w głębokim szoku, patrząc na to, jak fantastycznie powiększa on horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne. Z drugiej strony trzeba się przy tym bardzo pilnować. Bo te rozmowy wciągają i można zatracić pierwotny cel korzystania z AI na rzecz np. poznawania, a nawet odkrywania niezwykłych teorii. Trzeba jednak uważać na halucynacje. Gdy przy pisaniu ostatniej powieści, której premiera odbędzie się jesienią tego roku, zapytałam ten zaawansowany model o to, do jakich piosenek mogli tańczyć moi bohaterowie na dansingu kilkadziesiąt lat temu, AI podrzuciła mi kilka tytułów, a na koniec dodała „i jeszcze Golec Łorkiestra”, z tym zabawnym błędem w nazwie” – powiedziała.














