
W tym roku odbędzie się 15. edycja Literackiego Sopotu. W Wikipedii czytamy, że pomysłodawczynią festiwalu była Joanna Cichocka-Gula, wówczas wiceprezydentka Sopotu, która pełniła funkcję dyrektorki artystycznej przez trzynaście edycji (2012–2024)…
Aby być w zgodzie z prawdą powiem, że pomysł, aby na Wybrzeżu, w Sopocie powstał festiwal literacki, wyszedł od Grzegorza Gaudena, wówczas dyrektora Instytut Książki, który przedstawił go Jackowi Karnowskiemu, prezydentowi Sopotu. Co do dalszych działań przywołam tekst, jaki przed wielu laty na festiwalu Dwa Teatry wygłosił Adam Hanuszkiewicz. Powiedział: Proszę państwa, w sztuce wszelakiej pytanie powinno zawsze dotyczyć tego JAK, a nie CO! To stwierdzenie jest bardzo istotne w kontekście Festiwalu Literacki Sopot, ponieważ kształt tego Festiwalu, formuła, jaka się przez lata budowała, dobór gości, tematów, to jest dzieło autorskie – moje, oraz całego zespołu, który przez lata pracuje w podobnym składzie. Czyli to, jak wygląda Festiwal, jaka jest jego marka i renoma było budowane przez 15 lat przez bardzo wiele osób.
Głównie przez panie, bo w zespole są same kobiety…
Tak, zespół jest mocno sfeminizowany. Zaczynałam go tworzyć, będąc wiceprezydentką Sopotu. Agnieszka Rek, ówczesna szefowa Wydziału Kultury, była razem ze mną u samych początków, podobnie jak Barbara Lewińska która odpowiada technicznie za targi książki. Później dołączyła Marta Szadowiak, odpowiadająca za promocję festiwalu, a także Marta Czarnecka, programerka Festiwalu, oraz wiele innych osób. W momencie powstania instytucji Goyki 3 Art Inkubator w sposób naturalny producentem Festiwalu został Goyki 3 Art Inkubator.
Częścią Festiwalu są właśnie targi książki…
Tak, targi były od początku. Nigdy nie chcieliśmy organizować dużych targów, bo uznaliśmy, że są one uzupełnieniem oferty festiwalowej. Oznacza to, że spotkania z pisarzami nie są dodatkiem do targów, tylko odwrotnie. Oczywiście wiele z książek, jakie się pojawiają na targach, to są premiery, bo też uznaliśmy z czasem, że warto to robić. Stąd mamy bardzo dobre kontakty z wieloma wydawnictwami, które w porozumieniu z nami, znając temat kolejnej edycji, tłumaczą i wydają książki autorów z kraju, który będzie gościem na Literackim Sopocie.
Pamiętam, że na początku zapraszałaś wydawców i oni jeszcze do tego nie płacili za stoiska…
Tak, nie płacili. Potem zdarzyła się pandemia i mieliśmy duże problemy, również z finansami. Generalnie uznaliśmy, że jeżeli wystawcy na innych targach w całej Polsce płacą za wynajęcie stoiska, to poprosimy wystawców, aby zaczęli płacić również u nas.
Podczas pierwszych edycji wydawnictwa były zapraszane, co było uznane za formę docenienia wydawnictwa i uznania jego renomy…
I dalej wybieramy wydawnictwa, które zapraszamy. U nas nie ma zasady, że kto się zgłosi, ten będzie brał udział. Pierwsze lata polegały na tym, że razem z Martą Czarnecką jeździłyśmy do wydawnictw. Rozmawialiśmy nie tylko o książkach czy autorach, których chcemy zaprosić. Wtedy to był nowy Festiwal i nowe targi. Pierwsze lata polegały na wzajemnym poznawaniu się. Z biegiem lat oczywiście szefowie tych wydawnictw czy redaktorzy zmieniali się, ale to, co się udało wtedy zrobić, czyli nawiązać kontakty, jest kontynuowane i bardzo procentuje. Stąd właśnie wzięły się te bliskie relacje z wydawcami.
Jesteśmy przy tym bardzo uważni, śledzimy też nowe wydawnictwa, zwłaszcza bardzo małe, niszowe. Charakterystyczne dla targów w Sopocie jest zapraszanie właśnie bardzo małych wydawców. Bardzo nam zależy na dotarciu do książek, które trudniej kupić, które często są nieznane, a otwierają nowe horyzonty, pokazują zupełnie ciekawe, bardzo nieznane literatury.
Kiedy wprowadziliście opłaty za stoiska, powiedziałaś w wywiadzie dla „Biblioteki Analiz”, że powód jest bardzo prozaiczny, bo nie dostaliście od tamtego roku dotacji…
Tak, to był ten czas, kiedy zaczęły się rządy PiS-u i mimo starań się o kolejny grant z ministerstwa, nie dostaliśmy pieniędzy. W tym miejscu warto podkreślić rolę miasta Sopot w finansowaniu festiwalu. Ponieważ prawie od razu mieliśmy sukces, to myślę, że miasto zauważyło, że ten Festiwal może się rozwijać i być ważny. Dlatego mamy bardzo wysoką, jak na miasto tej wielkości, dotację celową.
Pisałem w relacjach z Sopotu, że jest to najbardziej sympatyczny festiwal literacki. Składa się na to też wybór miejsc na spotkania autorskie i debaty. Szczytowym dla mnie przykładem są spotkania w kościele ewangelickim, w zeszłym roku byłem na promocji biografii Róży Luksemburg autorstwa Weroniki Kostyrko, a uczestnicy tego wydarzenia wystąpili na stopniach ołtarza! Podobnie było rok wcześniej, gdy w tym samym miejscu prezentowano biografię Jerzego Urbana, który z pewnością byłby z tego bardzo zadowolony, znając jego przewrotność…
Moim zamiarem od początku było, aby przy okazji festiwalu literackiego pokazać Sopot licznie przyjeżdżającym z całej Polski osobom. Dlatego miejsca spotkań z pisarzami czy czytania performatywne umieszczaliśmy i umieszczamy w miejscach nieoczywistych, czasami wręcz „ukrytych”. Kościół ewangelicki, dzięki uprzejmości bpa prof. dr Marcina Hinza, to wspaniałe miejsce i dobra przestrzeń do prowadzenia rozmów. Kiedy powstał Goyki 3 Art Inkubator, wiele działań zaczęliśmy prowadzić właśnie tam. Mamy piękny park ze starymi drzewami, mamy też przestrzeń w samej willi, siedzibie naszej instytucji. Przenieśliśmy spotkania Michała Nogasia z plaży do parku, aby słuchacze nie męczyli się, siedząc w palącym słońcu. W przeszłości organizowaliśmy czytania performatywne w bardzo dziwnych miejscach, na przykład w budynku opuszczonej stacji kolejowej czy w basenie solankowym w Domu Uzdrowiskowym w Sopocie. Obecnie również wyszukujemy na czytania czy grę miejską miejsca nieoczywiste, które często nawet Sopocianom są mało znane. Na pewno jednym z głównych miejsc pozostaje Państwowa Galeria Sztuki.
Na początku organizatorem Literackiego Sopotu było miasto, a potem powstało właśnie Goyki 3 Art. Inkubator. To była twoja inicjatywa, jak pamiętam…
Tak. Gdy zrezygnowałam z funkcji wiceprezydentki Sopotu, albo jeszcze wcześniej, gdy byłam wiceprezydentką, rozpoczęły się prace przy rewitalizacji willi i parku przy u. Goyki. Miasto wystarało się o unijne pieniądze i rozpoczęliśmy długi proces remontu. Przeszłam tutaj jako dyrektorka, bo uważałam, że to jest ważniejsze niż bycie wiceprezydentką, przynajmniej dla mnie. Myślę, że była to dobra decyzja, bo mogłam skupić się na tym miejscu i na Literackim Sopocie. Mamy bardzo ciekawą własną bazę, siedzibę, rozpoznawalne miejsce i możemy teraz jako Goyki 3 Art Inkubator firmować Literacki Sopot, bo jesteśmy producentem Festiwalu.
Zostałaś bardzo ładnie doceniona, chociaż nie przez polskie władze, bo dostałaś order francuski…
To jest chyba najważniejsze francuskie odznaczenie w obszarze kultury. Jestem dumna z tego, minister kultury Francji przyznał mi Order Sztuki i Literatury. W Polsce nigdy nic nie dostałam, widocznie nie zasłużyłam.
Wreszcie pytanie o tegoroczną edycję…
Gościem jest Portugalia, która jeszcze u nas nie gościła. Ponieważ jest to edycja portugalskojęzyczna, zapraszamy nie tylko gości z Portugalii, ale też z tak zwanej Luzofonii, czyli z krajów, w których mówi się w języku portugalskim, a które są byłymi koloniami portugalskimi, czyli z Angoli, Mozambiku czy też z Brazylii. Będzie mówić m.in. o tym, co się wydarzyło po odejściu kolonizatorów, jakie działania obszarze kultury, ale nie tylko, prowadzą społeczności tworzone przez dzieci i czy wnuki ludzi przywiezionych z Afryki do Portugalii czy do Brazylii. Sama będę prowadziła bardzo ciekawą debatę zatytułowaną „Duchy naszych przodków” poświęconą właśnie tym postkolonialnym odczytywaniom epoki kolonialnej przez artystów wizualnych i piszących, na przykład ludzi związanych z teatrem. W tej debacie weźmie udział m.in. Raquel Lima i Michelle Salles. Raquel jest bardzo rozpoznawalną w Portugalii osobą, performerką, artystka wizualną, wykładowczynią na uniwersytecie w Coimbrze. Michelle jest naukowawczynią z Brazylii, zajmuje się kinem postkolonialnym, ale nie tylko. Bada również wizualne przedstawienia kolonii tworzone w czasach kolonialnych przez Europejczyków.
Niestety kończysz swoją misję w Goyki 3 Art Inkubator…
Tak. Mój kontrakt dyrektorski kończy się z końcem października. Miasto ogłosiło konkurs na to stanowisko, ale do konkursu się nie zgłosiłam, uznając, że po latach tworzenia tego miejsca, po całym wysiłku włożonym w zbudowanie instytucji z zespołem, nie będę startowała w konkursie. Ale poprosiłam moją zastępczynię, Martę Czarnecką, aby wzięła udział w konkursie. Szczęśliwie okazała się najlepsza i od listopada to Marta będzie dyrektorką Goyki 3 Art Inkubator. Chciałam dodać, że przed dwoma laty również Marcie przekazałam dyrekcję festiwalu Dwa Teatry, bo uznałam, że czas już, żeby docenić jej wysiłek przez te wszystkie lata. Poza tym uznałam też, że czas na kogoś młodszego, kto inaczej trochę patrzy też na literaturę. To tyle, a ja znikam.
Rozmawiał Piotr Dobrołęcki











