Piątek, 8 maja 2026
Rozmowa z ilustratorką

6 maja w Bibliotece na Koszykowej, w holu pod Zieloną Ścianą, uroczyście otwarto wystawę ilustracji Elżbiety Wasiuczyńskiej do książki „Kronika Olsztyńska i Inne Zielone Wiersze” z poezją Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

Taka wystawa to piękna niespodzianka dla wrażliwych na słowo i obraz.

Ta nietuzinkowa wystawa powstała dzięki współpracy kuratorki Ewy Grudy i Anny Puszcz, inicjatorki wydania pięknej publikacji, dyrektorki Oranżerii Kultury w Lidzbarku Warmińskim i prezeski Stowarzyszenia Kobiet Miej Marzenia.

– Myślę, że wielu uwielbia Gałczyńskiego, i ta książka jeszcze może tę miłość podwoić,  potroić, właśnie za sprawą obrazów Eli Wasiuczyńskiej, które wręcz w symbiozie oddają to, co Gałczyński oddał słowem. Ela daje nam w obrazie. Powstały przecudowne malarskie prace, wykonane gwaszem, ale tak jak Ela mówi, to jest plakatówka, ale z tej plakatówki powstają prace godne impresjonistów. Drobne kreseczki, drobne kropeczki… Wychodzą z tego pejzaże mazurskiej krainy, gdzie Gałczyński w Leśniczówce Pranie spędził w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku kilkanaście miesięcy, które pomogły mu dojść do zdrowia, ale też pomogły mu stworzyć niezwykłe prace, między innymi właśnie „Kronikę olsztyńską”. Teraz myślę, że mistrz spotkał mistrza. Gałczyński jest mistrzem słowa, a Ela jest mistrzynią  obrazu, mistrzynią uchwycenia chwili – mówiła Anna Puszcz.

Zielone wiersze z „Kroniki olsztyńskiej” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego zostały otoczone z czułością ilustracjami Eli Wasiuczyńskiej – wrażliwej, delikatnej poetki pędzla.  Ela Wasiuczyńska znana jako  twórczyni wizerunku plastycznego Pana Kuleczki, Kaczki Katastrofy i innych bohaterów książek dla najmłodszych autorstwa Wojciecha Widłaka,  teraz, po raz pierwszy stworzyła coś dla starszych.

– Rzeczywiście „Kronika Olsztyńska i inne zielone wiersze”  Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego to jest moja pierwsza książka dla starszych dzieci,  ale takich, które są łase na piękno, na przyrodę, na afirmację. Gałczyński nas uczy, prowadzi, odsłania nam kawałeczek raju. Jestem zarażona jego poezją i tak jakoś wypłynęły ze mnie te obrazy w sposób bardzo naturalny. Pomysł na wydanie książki szalenie mnie ucieszył – przekazała Elżbieta Wasiuczyńska.

Rozmowa z Elżbietą Wasiuczyńską:

Czy kiedy czytasz wiersz lub inny tekst to od razu zaczynasz malować w głowie?

To się po prostu nazywa wyobraźnia. Malowanie ilustracji to jak malowanie swoich snów, a w przypadku tej książki punktem wyjścia była poezja. Staram się literalnie nie przenosić tekstu, wierszy, to nie miałoby sensu, ale chcę równolegle towarzyszyć tym słowom, bo dosłowne ilustrowanie obraża inteligencję czytelnika. Bujam więc wokół tej wody, słońca, radości życia, jakiej poeta w Leśniczówce w Praniu zaznał.

Powiedziałaś o starszych dzieciach jako adresatach,  a ja myślę, że te ilustracje przemówią także do najmłodszych, bo dzieci są bardzo wrażliwe na ilustracje ukazujące piękno przyrody. Dlatego myślę, że w tekst zanurzy się starsze dziecko,  a młodsze, słuchając wiersza, będzie podróżować po ilustracjach.

Oby. W ogóle od dzieci możemy się uczyć, one może nie wszystko potrafią wyrazić w słowach, natomiast jeśli chodzi o wrażliwość, o uczucie, to my niestety porastamy grubą skórą z wiekiem,  albo z jakimiś przekonaniami i schematami. Taka świeżość odbioru dziecka to jest coś, o czym twórcy marzą. Tak jak mówił Korczak – dziecko to jest najwdzięcznieszy odbiorca. Ale powiem szczerze, że zrobienie książki dla starszego odbiorcy było dla mnie przygodą, wielką przyjemnością.

Piękny jest ten obraz z kroplami deszczu, jest to urokliwe… I to jest ta wyobraźnia dziecka, którą masz głęboko w sobie,  i ja też mam i wiem, że będę tak długo szczęśliwa, dopóki to dziecko we mnie będzie, i będę umiała się cieszyć z powodu drobiazgów czy z powodu tak malarsko przedstawionego deszczu.

 Inspiracją były pelargonie stojące w każdym z dziesięciu okien Leśniczówki w Praniu. Zwykle punktem wyjścia dla moich obrazów są fotografie, które sama robię, ale tym razem żadnego zdjęcia nie wykonałam. Zachwyciła mnie jednak tamtejsza aranżacja – sposób, w jaki wyłączono naturalne światło z ekspozycji, i te niemal magiczne, błękitne refleksy na ścianach.

Wracając do tego wrażenia, stworzyłam własną scenę: deszcz, pelargonia pożyczona od sąsiadów w podkrakowskich Węgrzcach i atmosfera, którą bardzo wyraźnie zobaczyłam w wyobraźni podczas lektury o tym, jak pięknie jest w Leśniczówce nawet w deszczowy dzień. Ten obraz najpierw pojawił się w mojej głowie, a dopiero potem został przeze mnie zaaranżowany.

Fotografia pomaga mi też nie polegać wyłącznie na pamięci – zmusza do uważnego przyjrzenia się światłu i jego analizowania. Jednocześnie bardzo zależało mi na tym, by całość pozostała lekka i naturalna, żeby nie było w niej czuć mojego rzemieślniczego wysiłku.

 Czy pobyt w Leśniczówce pomógł ci przesiąknąć tamtejszą atmosferą?

Tak, chociaż moja miłość do Warmii i Mazur ma lat 40. Mąż zawiózł mnie kiedyś nad jedno z jezior, prywatny raj mam pod innym adresem niż miał Gałczyński, ale pielgrzymowaliśmy do Prania, raz widzieliśmy panią Kirę zza płotu, a potem widzieliśmy Leśniczówkę w nowej odsłonie i bardzo wszystkich zapraszam do jej odwiedzenia. Zapach jodłowej alei jest niezwykły.

Zapraszamy przede wszystkim do Biblioteki przy ul. Koszykowej  26/28 do obejrzenia wystawy malarskich ilustracji Eli Wasiuczyńskiej do książki „Kronika Olsztyńska i inne zielone wiersze” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, to może być piękne przygotowanie przed podróżą na Mazury do Leśniczówki Pranie, do Muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

Wystawę można oglądać 31 maja w holu pod Zieloną Ścianą Biblioteki przy ul. Koszykowej 26/28 w Warszawie,

Małgorzata J. Berwid, Ciotka Książkula

Podaj dalej