środa, 6 maja 2026
Rozmowa z Agnieszką Trzeszkowską-Berezą, współzałożycielką i współwłaścicielką Wydawnictwa Mięta

Dorota Rożek, Liber SA: Nazwa „Mięta” kojarzy się ze świeżością i wyrazistym charakterem. Jaką lukę na polskim rynku wydawniczym dostrzegła Pani w momencie zakładania wydawnictwa – taką, której nie wypełniały duże domy wydawnicze?

Agnieszka Trzeszkowska-Bereza: Mięta od początku mówiła wprost o tym, do czego niewielu chce się głośno przyznawać w branży: że literatura jest taką samą rozrywką jak film, serial czy spektakl teatralny. Nie wstydzimy się powiedzieć, że wydajemy literaturę rozrywkową i że to właśnie ona zaspokaja prawdziwe potrzeby czytelników. Duże wydawnictwa rzadko chcą to artykułować tak otwarcie. Dla nas to był fundament, na którym zbudowałyśmy całą ofertę. Jestem przede wszystkim redaktorem i wydawcą z wieloletnim doświadczeniem i staram się być dostępna dla osób, które chcą dowiedzieć się, jak ten mechanizm wygląda od środka. Niewiele jest osób w branży, które decydują się na taką transparentność i prowadzenie paneli edukacyjnych, jakie my robimy regularnie podczas najważniejszych imprez targowych w Polsce.

Jedną z zasad, którą przyjęłyśmy od początku i która nam się fantastycznie sprawdza, jest maksymalna transparentność – wobec autorów, współpracowników i czytelników. Tyle, ile możemy pokazać, pokazujemy. To dotyczy choćby rozliczeń z autorami – nowelizacja ustawy o prawie autorskim z września 2024 roku nałożyła na wydawców obowiązek przejrzystości w tym zakresie, ale my starałyśmy się tej zasady trzymać już od pierwszego dnia. Uważam, że uczciwa komunikacja o tym, ile książek się sprzedało i jakie są realia finansowe, to jedyna droga do budowania zdrowych relacji w tym biznesie.

No właśnie, ta Pani otwartość i panele dla debiutantów to już niemal stały punkt programu na targach w Poznaniu czy Warszawie. Widzę, że to Panią autentycznie angażuje.

Agnieszka Trzeszkowska-Bereza: Robię to już któryś raz z kolei na wielu imprezach targowych. Na każdych targach widzę na tych panelach bardzo wiele osób, które naprawdę interesuje to, jak przygotować się do debiutu, jakich błędów nie popełniać i jakich zachowań unikać. To są czasami bardzo oczywiste rzeczy, jak choćby kwestia tego, jak przygotować poprawny konspekt czy jak sformatować maszynopis, ale po tych czterech latach widzę, że ta praca przynosi efekty. Mamy coraz więcej świadomych autorów wchodzących na rynek wydawniczy. Istnieją bardzo duże rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami autorów co do tego, jak to powinno wyglądać, a tym, jak faktycznie wygląda rynek. Ludziom wydaje się, że bycie autorem to głównie prestiż, patrzą na spotkania autorskie, targi i blask fleszy.

Wydaje im się, że wchodzą do jakiejś elity, a tymczasem – co często powtarzam – to jest tak naprawdę w bardzo wielu sytuacjach bardzo żmudna, długotrwała i wymagająca determinacji, a dodatkowo często zaplecza finansowego praca.

Agnieszka Trzeszkowska-Bereza: Zdecydowanie tak. Ale to nie są rzeczy, które mówię tylko publicznie, wielokrotnie to powtarzam w bezpośrednich rozmowach. Właśnie po tych panelach o tym, jak zadebiutować, nasza redaktorka, Joasia Maciuk, podrzuciła pomysł regularnych „dyżurów wydawniczych” obok dyżurów autorskich. W Poznaniu na Targach Książki na takim dyżurze pojawiło się prawie trzydzieści osób. To nie byli tylko autorzy, ale również ilustratorzy, czy nawet przedstawiciele studiów nagraniowych czy drukarni. Chcemy pokazać, że Mięta to nie jest niedostępna instytucja, ale miejsce, gdzie można przyjść, porozmawiać i uzyskać rzetelną wiedzę o procesie wydawniczym.

Tę rzetelność i nacisk na konkret widać też w Pani pracy akademickiej. Wykłada Pani na Uniwersytecie Warszawskim przedmioty, które stanowią rynkową bazę dla przyszłych kadr.

Agnieszka Trzeszkowska-Bereza: Prowadzę zajęcia z trzech przedmiotów na kierunku publikowanie współczesne: analizy wydawniczej, zarządzania projektem wydawniczym oraz optymalizacji działalności firmy wydawniczej. To jest esencja tego, czym zajmuję się na co dzień. Uczę studentów, jak analizować rynek, jak planować koszty i jak zarządzać projektem, żeby książka w ogóle miała szansę się ukazać i przetrwać w tym ogromnym natłoku nowości. Optymalizacja to słowo klucz – w Mięcie stosujemy ją codziennie, by móc sprawnie funkcjonować.

Skoro o optymalizacji i rzetelności mowa – w naszej współpracy jako dystrybutora bardzo cenimy to, że Mięta stawia na bezpośrednie relacje. Podpisaliście Państwo z Liberem umowę bezpośrednią, co pozwala nam na zupełnie inną jakość komunikacji. Jak Pani ocenia ten model współpracy w kontekście obecnej sytuacji na rynku?

Agnieszka Trzeszkowska-Bereza: Bezpośrednia współpraca z dystrybutorami to dla nas kwestia stabilności i bezpieczeństwa. W branży bardzo głośno mówi się o zatorach płatniczych, o tym, że najwięksi gracze nie płacą w terminie, co kładzie się cieniem na całym procesie wydawniczym. My od początku postawiłyśmy na uczciwość. Nawet jeśli same nie dostajemy wpłat od kontrahentów w terminie, to dokładamy wszelkich starań, by nasi autorzy otrzymywali zarówno rozliczenia, jak i wynagrodzenia zgodnie z umową. To jest dla mnie priorytet. Nie wyobrażam sobie budowania marki na czyimś niepokoju o to, czy i kiedy dostanie honorarium za sprzedane książki. Dzięki bezpośrednim umowom z partnerami mamy większą kontrolę nad przepływem środków i możemy zaplanować płatności dla współpracowników. Wiemy też szybciej, co się sprzedaje i jakie są trendy w e-commerce, dzięki czemu możemy na nie reagować niemal natychmiast.

Kolejną kwestią, którą Pani porusza niezwykle często, jest dostępność tytułów. Pani podejście do zarządzania nakładami jest wyjątkowe – pilnuje Pani tego bardzo.

Agnieszka Trzeszkowska-Bereza: To prawda, razem z Magdaleną Matuszewską pilnujemy tego rygorystycznie. Dopóki mamy licencję na dany tytuł, on musi być dostępny dla czytelnika. Nie uznaję sytuacji, w której ktoś chce kupić naszą książkę, a my jej nie mamy w magazynie, bo „właśnie się skończyła”. Stosujemy bardzo precyzyjną optymalizację nakładów – kiedy widzimy, że zapas topnieje do ostatnich sztuk, natychmiast uruchamiamy dodruk. Bywają sytuacje, że w magazynie zostaje dosłownie jeden egzemplarz, ale za dwa dni wjeżdża świeża partia z drukarni. To wymaga żelaznej dyscypliny i ciągłego monitorowania stanów, ale dzięki temu nie mrozimy kapitału w wielkich nakładach, a jednocześnie nigdy nie odprawiamy czytelnika z kwitkiem.

Wyłamuje się Pani też ze schematów dotyczących kalendarza wydawniczego. Podczas gdy większość branży twierdzi, że styczeń czy wakacje to „martwe miesiące”, Mięta także wtedy wypuszcza na rynek nowości.

Agnieszka Trzeszkowska-Bereza: To była nasza świadoma decyzja, by odczarować te okresy. Moim zdaniem czytelnik na urlopie czy w spokojniejszym styczniu ma znacznie więcej czasu i chęci na lekturę niż w zabieganym listopadzie, kiedy wszyscy walczą o jego uwagę przed świętami. Kiedy inni zwalniają i odkładają premiery na spokojniejsze okresy, my działamy. Dzięki temu nasze książki mają lepszą ekspozycję w księgarniach, a recenzenci mają więcej czasu, by się nad nimi pochylić. Idziemy swoją drogą, nie oglądając się na stare schematy marketingu wydawniczego.

Ostatnie lata to dla Mięty czas niezwykle intensywnego wzrostu. Statuetka Książki Roku 2025 dla „Swarożyca” Katarzyny Bereniki Miszczuk to kolejny sukces. Jak Pani ocenia te ostatnie lata?

Agnieszka Trzeszkowska-Bereza: To, co zaplanowałyśmy na pięć lat, zrealizowałyśmy w trzy. Tempo jest mordercze, ale i satysfakcja ogromna. Sukces w plebiscycie Lubimyczytać.pl to dla nas sygnał, że czytelnicy doceniają naszą pracę i to, jak traktujemy ich potrzeby. Ale za tym sukcesem stoją ludzie. Dziś nasz zespół to siedem osób na stałe i pięć promotorek. Kluczowa jest tu zasada komplementarności. Magdę, która pojawiła się w Mięcie zaledwie kilka miesięcy po jej starcie, znam od pierwszego roku studiów. Urodziłyśmy się tego samego dnia, miesiąca i roku, a różni nas dokładnie dwanaście godzin i podejście do pracy. Ja wymyślam, wizualizuję, tworzę briefy okładkowe, wyznaczam kierunki. Ona jest systematyczna, konkretna, pamięta daty premier, objętości i ceny wszystkich wydanych przez nas tytułów. Razem stanowimy całość – ja latam w chmurach, ona pilnuje, żebyśmy miały solidną bazę.

Jak w takim razie dobiera Pani pozostałych współpracowników? Co poza kompetencjami jest kluczowe, by odnaleźć się w Mięcie?

Agnieszka Trzeszkowska-Bereza: Sama komplementarność to za mało – potrzebuję też ludzi z podobnym systemem wartości. Chcę, żeby przychodzili do tej pracy z przyjemnością, mimo że bywa ona fizycznie wykańczająca, szczególnie w okresach targowych. Bardzo cenię samodzielność – takich współpracowników, którzy sami podejmują decyzje i biorą za nie odpowiedzialność, a nie czekają na instrukcje przy każdym zadaniu. Teraz, gdy imprez targowych jest tak wiele, często musimy się „rozdwajać”. Bywa, że jedna ekipa jest w Rzeszowie, a druga w tym samym czasie w Łodzi. To wymaga pełnego zaufania do zespołu.

Wspomniała Pani o targach. Z mojej perspektywy jako dystrybutora, ich rola rośnie tam, gdzie oferta księgarska na co dzień kuleje. W wielu miejscach asortyment w lokalnych punktach jest zbyt ubogi, by pokazać szerszą ofertę wydawniczą.

Agnieszka Trzeszkowska-Bereza: Tak, to prawda. Już w drugim czy trzecim roku działalności zaczęłyśmy się rozdwajać, tworząc równoległe zespoły, które pojawiają się na tych imprezach. Jest ich tak wiele, że kilka razy w roku jesteśmy po prostu jednocześnie w dwóch miejscach. Wyjazd na te mniejsze targi, na które nie wszyscy chcą jechać, ma głęboki sens. Targi stają się niejednokrotnie jedyną okazją, by czytelnik mógł fizycznie obejrzeć i kupić nasze książki. To bezpośrednie spotkanie jest bezcenne.

Przy takim tempie rozwoju, Wasza obecność na mapie Polski będzie coraz bardziej widoczna. Jakie są plany na najbliższy rok?

Agnieszka Trzeszkowska-Bereza: Mamy zaplanowanych tyle tytułów, że środy przestaną nam wystarczać – będziemy musiały wprowadzić kolejny dzień premierowy, żeby się nie „kanibalizować”. Chcemy, by każda książka miała swój czas i odpowiednią promocję. Rozrastamy się też zespołowo, bo obecne tempo wymaga po prostu więcej rąk do pracy. Plany na kolejne lata są odpowiednio ambitniejsze, bo rynek pokazał, że nasza filozofia „rozrywki bez wstydu” i rzetelność biznesowa trafiają w punkt.

Patrząc na to, jak dynamicznie się poruszacie między tymi wszystkimi imprezami i miastami, może powinnyście sobie kupić książkobus i po prostu jeździć od miasta do miasta.

Agnieszka Trzeszkowska-Bereza: To jest myśl! Książkobus Mięty… kto wie, co przyniesie przyszłość.

Dziękuję za rozmowę.

 [zdjęcie Agnieszki Trzeszkowskiej-Berezy: Wojtek Biały]

 

>>Przeczytaj także: Wiesław Uchański: Wydawca nie może być tylko menedżerem. O etosie, backliście i modelu zewnętrznej dystrybucji – z cyklu: Rozmowy Liber SA

Podaj dalej
Autor: Liber, inf. nadesłana