Czwartek, 4 kwietnia 2024
WydawcaŚwiat Książki
AutorJakub Żulczyk
RecenzentSebastian Walczak
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2023
Liczba stron800
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 3/2024

Żadna książka Jakuba Żulczyka nie budziła tylu skrajnych ocen – od zachwytu po totalną krytykę. Pół roku od premiery, gdy emocje już opadły – w końcu czas na spokojną lekturę i ocenę.

Jacek Nitecki nigdy nie zazna spokoju, przeszłość, a właściwie ludzie z przeszłości nie pozwolą mu na to. Główny bohater, teraz emerytowany diler narkotyków, musi wrócić z Argentyny do Polski, bo jego siostra, mąż oraz ich dzieci zostali brutalnie zamordowani. Jak wiadomo, wymiar sprawiedliwości nic z tym nie zrobi, więc o porządek musi zadbać sam. Brutalne zabójstwo było tylko pretekstem, żeby Jacek wyszedł z kryjówki. Cel uświęca środki, a dla Daria, najokrutniejszego bossa narkotykowej mafii, nie ma żadnych świętości.

Na pierwszym planie widzimy głównego bohatera, ale nie mniej ciekawe jest tło powieści – panorama wyższej klasy średniej pokolenia trzydziesto- i czterdziestolatków, którzy żeby nie złapać zadyszki w gonieniu za pieniędzmi, muszą wciągnąć kolejną kreskę amfetaminy.

To nie jest typowy thriller, to socjologiczna opowieść o pokoleniu milenialsów, którzy mając za sobą potransformacyjną biedę przełomu tysiącleci, dziś żyją w dostatku wynaturzonym przez sybarytyzm, próżność i egoizm.

Parafrazując za prof. Ryszardem Koziołkiem: gdy Don DeLillo portretuje Amerykanów z perspektywy orła, Żulczyk przyjmuje postawę kreta. Jest w środku wydarzeń, przez pryzmat poszczególnych postaci rozmawiamy z przedstawicielami warszawskiego blichtru, zwiedzamy lokale, apartamenty i miejsca, do których większość z nas nie ma dostępu, a nawet wyobrażenia, jak funkcjonują przedstawione w książce układy, zależności, relacje, nocny i podziemny tryb życia. Autor czerpie wiele ze swojego życia i realistycznie odzwierciedla to w fabule.

Internauci najczęściej zarzucają Żulczykowi, że napisał scenariusz, a książkę nieco zmodyfikował i wydał tylko dla zarobku. Czy jest to bardziej scenariusz niż książka? Nie. Fakt, że poszczególne wątki i sceny są rozpisane według dat wydarzeń i czasami cofamy się w czasie, to znów wracamy do rzeczywistej osi fabuły, nie jest mankamentem, a lektura w żaden sposób nie traci formy powieści. Retrospekcja urozmaica opowieść, a zarzut, że w pierwszej części jej nie było, dlatego obecna przypomina scenariusz, jest absurdalny. Proporcja dialogów i opisów również jest zachowana, więc jeśli do rzekomego scenariusza Żulczyk musiał dopisać drugie tyle tekstu, to chyba można uznać, że napisał i książkę, i scenariusz.

Kontynuację „Ślepnąc od świateł” należy uznać za udaną, to po prostu dobrze napisana powieść.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ