środa, 6 grudnia 2023
WydawcaPróby
AutorAlfred Hayes
TłumaczenieAnna Arno
RecenzentGrzegorz Sowula
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2023
Liczba stron186
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 11/2023

Obalanie mitu – jak można sobie wyobrazić, by wyzwoleni nie lubili oswobodzicieli? Amerykanie przynieśli wszak Europie wolność, jej obywatelom dali gumę do żucia, kawę, obywatelkom dodatkowo pończochy. A jednak Rzymianom nie podobała się dominacja aliantów, alleati, gdy ci wypędzili faszystów z Wiecznego Miasta. Czyżby chodziło o to, że prócz Niemców musieli również uciekać lokalni zwolennicy ruchu?

Alfred Hayes był żołnierzem US Special Services, w 1943 stacjonował w Rzymie, pisze niejako o sobie, uosabiając typowego amerykańskiego wojaka. Zderza prostolinijność (a może i prostactwo), naiwność, grubiańskość Amerykanów z mało im znanym europejskim podejściem do tradycji, historii, życia codziennego. Nie żeby było ono specjalnie wyrafinowane, na pewno nie w środowisku rodzin zamieszkujących rzymską Via Flaminia (ulica, podobnie jak i inne miejsca wymienione w powieści, jak najbardziej realna). Dla Amis było nie do końca zrozumiałe.

Robert szuka domu, do którego mógłby przyjść i znaleźć w nim „swoją dziewczynę”. Zawiera umowę z Lisą, która z ledwo skrywanym obrzydzeniem przystaje na ten układ – kawa i czekolada za wspólne łóżko. Właściciele domu, w którym para „małżonków” wynajmuje pokój, mają ambiwalentne uczucia, ich syn potępia dziewczynę całkowicie, dla niego to puttana, jakich wiele w okolicach Via Flaminia. Lisa wstydzi się tego związku, nie zauważa uczucia, jakim Robert chce ją darzyć. Jest człowiekiem złaknionym bliskości, gotowym do zapewnienia opieki, osłonienia kobiety, której w przyjęciu jego uczuć przeszkadza fałszywie zraniona duma: napada na Roberta, wyrzuca mu egoizm, uważa Amerykanów za barbarzyńców. Lisa tkwi w sieci stereotypów, nawet tego nie zauważając. Jej ucieczka jest oznaką niemocy: chciałaby, a boi się, by przypomnieć przedwojenny szlagier. „Na miłość boską, nie obarczajcie mnie odpowiedzialnością za los Włochów!”, krzyczy atakowany Robert. Ale to nic nie daje. Ami go home!

Hayes zafascynował się Italią, poznał język na tyle dobrze, by współpracować z Viscontim, De Sicą, Fellinim. W roku 1953, sześć lat po premierze „Dziewczyny…”, za jej ekranizację wziął się Anatole Litvak, stawiając scenariusz na głowie: miejscem akcji jest Francja, to Lisa zakochuje się w Robercie, a on o zgodę na związek prosi przełożonych. Gdyby nie 18-letnia Brigitte Bardot uśmiechająca się w jednej z ról, to nawet Kirk Douglas jako Robert nie uratowałby obrazu.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ