Czwartek, 4 kwietnia 2024
WydawcaRebis
AutorSalman Rushdie
TłumaczenieJerzy Kozłowski
RecenzentTomasz Gardziński
Miejsce publikacjiPoznań
Rok publikacji2023
Liczba stron336
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 3/2024

Salman Rushdie w pewnym sensie musi być uznawany za najważniejszego pisarza XXI wieku. Ilu literatów wciąż może powiedzieć o sobie, że ryzykują życiem, pisząc książki? W przypadku urodzonego w Mumbaju autora takie zagrożenie nie jest marketingowych chwytem w złym guście, to ponura rzeczywistość, o której świat przypomniał sobie 12 sierpnia 2022 roku.

Najnowsza powieść Rushdiego wydana w Polsce pt. „Miasto zwycięstwa” została zakończona przed zamachem na życie 76-latka, więc nie miał on na nią bezpośredniego wpływu. To jednak właśnie ochoczo podejmowane w tej książce tematy, jak fanatyzm religijny i idący z nim ramię w ramię patriarchat, nietolerancja, ucisk mas oraz wyśmiewany bez strachu cynizm politycznych liderów, swego czasu sprowadziły na jego głowę fatwę.

„Miasto zwycięstwa” w tym sensie jest więc kolejnym etapem dłuższej literackiej podróży, którą naznaczyły „Dzieci północy” i „Szatańskie wersety”. Cała powieść sytuuje się natomiast jako niedoskonała próba odtworzenia genialnego manuskryptu, którego autorka – Pampa Kampana – w młodości była świadkiem samospalenia swojej matki i innych kobiet z jej rodzinnej wioski, po tym, jak ich mężowie zginęli w walce. Traumatyczne wydarzenie sprawia, że dziewczynka pozwala napełnić swoje ciało duchem bogini Pampy, od której otrzymuje magiczne moce i dar długowiecznej młodości. W zamian zaś decyduje się stworzyć miasto, imperium, a w końcu raj na Ziemi dla kobiet, by już nigdy żadna nie doświadczyła podobnego losu.

Droga Pampy Kampany okazuje się pełna wielkich triumfów i druzgoczących porażek, co z kolei pozwala Rushdiemu bawić się gatunkami i mieszać ze sobą skrajne emocje. „Miasto zwycięstwa” jest zresztą najlepsze, gdy pochyla się nad prawdziwymi, ludzkimi emocjami swojej bohaterki. Zdarza się to jednak nieco zbyt rzadko, bo u Rushdiego jeszcze bardziej niż dawniej liczy się metatekstualność.

Ostatecznie „Miasto zwycięstwa” nie zbliża się poziomem do jego najwybitniejszych książek, a przedstawiona tam historia niektórym zapewne wyda się dosyć bezcelową zabawką w rękach niewystarczająco poważnego autora. Osobiście doceniam jednak widoczny tu progres po zdecydowanym pisarskim dole, jakim był „Złoty dom Goldenów”.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ