Niedziela, 9 sierpnia 2026

Dziękuję Panu Jackowi Dehnelowi oraz wszystkim pisarkom i pisarzom za głos w tej niezwykle potrzebnej i emocjonalnej dyskusji. Mimo wszystko cieszę się, że wywołałem tę debatę. Mam szczerą nadzieję, że pozwoliła ona wielu osobom pełniej spojrzeć na skomplikowaną specyfikę i ekonomię polskiego rynku książki. Dziękuję za tę wymianę myśli i ze swojej strony również mówię: pas.

Chcę jedynie na koniec wyprostować kilka nieprawdziwych informacji, które – mam nadzieję – wkradły się niezamierzenie do wypowiedzi Pana Dehnela. Co do Wydawnictwa Bellona: nie uwłaszczyłem się na jej majątku. Bellona została przed laty za duże miliony sprzedana przez państwo deweloperowi budowlanemu, który później odsprzedał jej część firmie z rynku książki. Przyznam szczerze, że z dzisiejszej perspektywy nie wszystkie decyzje biznesowe i programowe związane z Belloną bym powtórzył, ale zdobyte – także na błędach – doświadczenie jest dla mnie niezwykle ważne. Od wielu już lat nie mam zresztą wpływu na decyzje w obu kierowanych kiedyś przeze mnie wydawnictwach.

Dziś nie zabieram głosu jako były wydawca broniący interesów jakiejkolwiek oficyny, ale jako osoba patrząca na rynek książki jako na całość. W SAiW Copyright Polska na co dzień staramy się łączyć – bez sztucznego antagonizowania – interesy autorów i wydawców, wiedząc, że bez tej synergii żaden z tych podmiotów nie osiągnie sukcesu.

Doskonale wiem o Konwencji Krakowskiej, Kodeksie Dobrych Praktyk Sekcji Wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki i wielu innych próbach certyfikowania rynku, opierających się na oddolnych inicjatywach organizacji branżowych oraz wypracowywaniu standardów handlowych, które miały chronić mniejsze podmioty przed wojnami cenowymi wielkich dystrybutorów. Niektóre z nich sam współtworzyłem.

Jeśli ostatni artykuł Jacka Dehnela przynosi deklarację: „Nie demontujemy rynku, chcemy po prostu uczciwie wydawać książki”, to przyjmuję te słowa z uznaniem. Chęć tworzenia przejrzystych warunków, podnoszenia stawek i przywracania szacunku do pracy edytorskiej nie powinna być kością niezgody. Uczciwi wydawcy od lat zmagają się z tymi samymi patologiami: dyktatem dystrybutorów, brakiem ustawy o jednolitej cenie książki, niskim czytelnictwem czy zatorami płatniczymi. Przedsięwzięcia takie jak Spółka Autorska Heca mają pełne prawo sprawdzać nowe modele biznesowe na wolnym rynku – jeśli ich sukces zmusi cały sektor do podniesienia poprzeczki, wygrani będą wszyscy.

Coraz bardziej zgadzam się jednak z refleksją, że być może jedynym skutecznym sposobem na głębokie uzdrowienie relacji w polskim świecie książki byłby jego całkowity demontaż i zbudowanie od nowa. Pytanie tylko: czy w naszej sytuacji jest to w ogóle realne?

Dopóki musimy działać w ramach istniejącego ekosystemu, wydawanie książek pozostaje misją kulturotwórczą, która wymaga i mocnych autorów, i stabilnych, odważnych oficyn zdolnych do ryzyka. Zamiast kręcić się w pętli prasowych żali, budujmy płaszczyzny porozumienia.

Na tym dyskusję prasową uważam za zamkniętą – czas na wspólną pracę na rzecz zmian.

Zbigniew Czerwiński

 

Przeczytaj także: Odpowiedź Jacka Dehnela: Nie demontujemy rynku. Chcemy po prostu wydawać dobre książki

Karty na stół, Panie Jacku. Kto naprawdę zapłaci za nowych autorów?

Podaj dalej