Wtorek, 6 lutego 2024
WydawcaCzuły Barbarzyńca
AutorArtur Ilgner
RecenzentTadeusz Lewandowski
Miejsce publikacjiWarszawa
Rok publikacji2023
Liczba stron558
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 1/2024

Tak późny debiut prozatorski nie trafia się zbyt często, autor (w słusznym już wieku), dotąd pisał i wydawał, tyle że albo rzeczy mniej serio, na przykład drobne formy kabaretowe, albo potężne całości poetyckie.

Obecnie zaryzykował rzecz wywiedzioną z poetyki romansu łotrzykowskiego. Debiutancka na terenie prozy powieść Ilgnera daje się określić jako parabiografia obudowana czasem groteskowym. Z fantazji na swoim własnym życiorysie tworzy autor coś w rodzaju łże-dziennika: niby pojawia się autobiografia, lecz szlifowana w odbiciu tytułowych krzywych luster. Nic w utworze nie jest elementem prywatnego curriculum vitae, wszystko się na prywatnym CV opiera i wobec niego rozgrywa.

A rozgrywa się z rozmachem między Warszawą, Rabką oraz kilkoma miejscami w świecie. Znanych Ilgnerowi z autopsji, jednak poddanych chichoczącej próbie wyobraźni. Czytamy zatem grubą powieść o losach człowieka niespokojnego w czasach niespokojnych. Bohater, bez wątpienia autorskie porte-parole, opowiada świat drugiej połowy minionego wieku po swojemu: wszelka stałość została już zakwestionowana, a stabilna rzeczywistość rodziców narratora poddana być musi bolesnej weryfikacji. Druga wojna, rozbijając stateczne porządki, burząc poczucie bezpieczeństwa, każe generacji Ilgnera przybrać postawę obronną. Stare prawdy, unicestwione ze szczętem, trzeba lepić na nowo w pokraczny kształt czegoś, co pozwoli przetrwać wobec otaczającej nas trywialności.

Bohater, portretowany z szelmowskim rozmachem, stara się stworzyć siebie na śmietniku gnijących i murszejących idei, rozpaczliwie szukając własnego miejsca pod słońcem.

Jego młodzieńcza Warszawa całkiem ogłuchła na wołanie o rzetelny sens, jego dorosła Rabka również została pokruszona, jego szarpanina relacjonowana jest w gęstej od anegdot (najczęściej zabawnych lub dramatycznych) narracji.

Nie kończy się „Szlifierz krzywych luster” zbyt optymistycznym rozwiązaniem, choć pojawia się mała iskierka nadziei: rodzina i miłość, prywatny porządek własnego, po wolterowsku, ogródka.

Doskonale się czyta, nuda wykluczona! Polecam.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ