
Wzięty autor książek inspirowanych przez Klio sięga po mało znany oraz wciąż zagadkowy epizod historii najnowszej, silnie zakorzenionej w dziejach Polski, Niemiec i Norwegii. Wciąga czytelnika w intrygującą i pełną smaczków opowieść rozgrywającą się na norweskiej prowincji oraz w Warszawie na przestrzeni trzech ćwiartek wieku. Pisarz stopniuje napięcie niczym Alfred Hitchcock. Droga do rozwiązania powieściowej łamigłówki bywa kręta, wyboista i obfitująca w ślepe zaułki. Na kartach „Złych dzieci” dominują osoby wykreowane, niemniej postać wiodąca jest z krwi i kości. Tyle że występuje ona wyłącznie duchem. Zresztą w ogóle tej mrocznej i pełnej niedopowiedzeń prozie towarzyszą elementy, że tak powiem, pogańsko-metafizyczne. Zatem wrażliwszym czytelnikom proponuję wsparcie napojami. Niekoniecznie typu „Fiord” tudzież „Red Erik”.













