Wtorek, 6 lutego 2024
WydawcaZnak
AutorMaria Wilczek-Krupa
RecenzentTomasz Zb. Zapert
Miejsce publikacjiKraków
Rok publikacji2023
Liczba stron640
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 1/2024

Renomowana biografka muzyczna – dość przypomnieć wspaniale nakreślone konterfekty Wojciecha Kilara i Henryka Mikołaja Góreckiego – tym razem wzięła pod mikroskop Starszego Pana B, któremu – sądząc po tytule książki – patronował Amor. Opisywany dysponował pojemnym sercem – zmieściły się tam trzy żony i liczne grono pań, także tych o znanych nazwiskach, jak: Agnieszka Osiecka, Barbara Wrzesińska, Maria Koterbska czy Krystyna Walczak. Kolejne afekty przetwarzał piórem w wiersze. Które potem ozdabiali nutami kompozytorzy – z Jerzym Wasowskim na czele.

Czy Starsi Panowie mogli zaistnieć wcześniej? Poznali się przecież we wrześniu 1939 roku w stołecznym studiu Polskiego Radia, podczas okupacji ich życiowe szlaki się rozeszły i dopiero powtórne zetknięcie zaowocowało założeniem tandemu literacko-muzycznego.

Kabaret Starszych Panów doczekał się kolorowego suplementu i jest regularnie wznawiany. Inaczej dzieje się z eterycznym dorobkiem Przybory. Audycja humorystyczna „Pokrzywy nad Brdą”, emitowana w latach czterdziestych przez bydgoską rozgłośnię Polskiego Radia, nie zachowała się choćby w szczątkowej formie. Znamy jedynie parę jego tekstów z tamtego okresu, ponieważ zdyskontował je w Teatrzyku Radiowym „Eterek”, tworzonym po powrocie do syreniego grodu. To przedsięwzięcie w wersji audio przetrwało częściowo.

II wojnę światową Przybora spędził w Warszawie. Podczas kampanii wrześniowej pełnił służbę w rozgłośni przy ulicy Zielnej. Za Niemców najpierw pracował w urzędzie miejskim, a potem prowadził przy ulicy Bagno sklep pod szyldem „mydło, szydło i powidło”. W powstaniu występował przed mikrofonami rozgłośni „Błyskawica”. Należał do Armii Krajowej, miał pseudonim „Doman”.

Zdumiewa, że mimo konspiracyjnej przeszłości i ziemiańsko-mieszczańskiego pochodzenia zasilił szeregi komunistów. Po tym, co widział – zwłaszcza w sierpniu i wrześniu 1944 roku w Warszawie – uwierzył chyba w nowy porządek. W miarę upływu lat zorientował się w ogromie swojej pomyłki. Partyjny żywot Przybory trwał dekadę. Usiłował wymazać ów epizod z życiorysu. Mentalnie był odległy od socrealizmu, lecz niekiedy musiał płacić serwituty komunistycznej wierchuszce, co po latach przyznawał ze wstydem.

W jego twórczości zdarzały się jednak także ingerencje cenzorskie. Pod koniec lat 60. zakpił z systemu, pisząc słuchowisko „X 333 do sześcianu”, gdzie wymyślił państwo uginające się pod dyktaturą ciemiężyciela – Jego Quintesencji. W tym kraju liczba agentów musiała być równa liczbie figurantów, a kiedy śledzony obywatel umarł, jego oficer prowadzący zaczynał szpiegować samego siebie. Wersja radiowa przeszła bez protestów, ale przy telewizyjnej partyjni decydenci doczepili się do scenografii, gdyż malowidło przedstawiające plecy Jego Quintesencji przypominało ich zdaniem Stalina. Przez cenzorskie sito nie przedostał się też finał rewii telewizyjnej „Pani X przeprasza”, zwieńczony słowami: „Uczymy się na błędach. To nasza wielka sztuka. Im więcej błędów uczynić da się, tym większa stąd nauka. Popełniaj raźno błąd i czerp naukę stąd!”.

Znaczną część jesieni życia Przybora spędził w Pacewie. Zapisał się wdzięcznie w pamięci jej mieszkańców, bo wspomógł budowę mostu nad Pilicą, przyczynił się też do zainstalowania we wsi linii telefonicznej.

Podaj dalej
OCEŃ KSIĄŻKĘ