Piątek, 26 sierpnia 2022
WydawcaArcana
AutorWiesław Helak
RecenzentTomasz Zbigniew Zapert
Miejsce publikacjiKraków
Rok publikacji2022
Liczba stron360
Tekst pochodzi z numeru MLKMagazyn Literacki KSIĄŻKI 7-8/2022

Zwieńczenie arcypolskiego tryptyku autora rozpoczętego tomem „Nad Zbruczem”, kontynuowanego przez „Górę Tabor”. Tym razem akcja toczy się w Polsce Ludowej, a kresy wschodnie Rzeczpospolitej jawią się jedynie bohaterowi imieniem Janio we wspomnieniach, marzeniach, tęsknotach oraz snach.

Kiedy dotarło do niego, że: „ziemie nasze będą się ciągnąć do Odry i Nysy, a dobremu Stalinowi będziemy to po wieczność zawdzięczać”, skonstatował: „bez Lwowa i Wilna, to nie jest moja Polska (…) Tamta została, gdzie Zbrucz, gdzie Horyń (…) Dom ojca stracony na wieki. – I poczuł się oszukany przez Boga – jakby za nic Mu było przedmurze chrześcijaństwa”.

W imitacji ojczyzny, rządzonej przez kremlowskich wasali, nie mógł się odnaleźć. Nie on jeden zresztą. Spotkany na krakowskiej ulicy syn krawca, który w 1939 roku w Druskiennikach szył mu mundur, klarował: „Rzeczpospolita odeszła, nie wróci już. A ja muszę jechać (…) Państwo nasze się buduje (…). Przed wojną ja jeszcze w Bejtarze byłem, pamięta pan (…), że na szkolenie do wojska polskiego przychodziłem. (…) A ci komuniści, Żydzi z Moskwy nas prześladują. Ony do Palestyny jechać nie chcą (…) Ich Stalin przysłał, żeby tu pilnować (…). Nowe porządki”.

Najważniejsza dla Jania pozostawała rodzina. Przodkowie, małżonka i syn – Żołnierz Niezłomny. Ale również bracia, chociaż jeden wsparł władzę ludową, zaś drugi wyemigrował. Bezskutecznie nakłaniając do tego samego Jania, który tak mu na owe namowy odrzekł: „– Pamiętam, jak ojciec brał mnie nad rzekę (…) I uczył różnych spraw, ale to powtarzał często, może wcześniej sam o tym myślał (…). Otóż, we własnym kraju masz synu wszystko. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość! Może marną, ale twoją. A na obczyźnie dla uchodźcy jest tylko teraźniejszość! (…) Przyszłości tam żadnej nie ma! I bez grobu we własnej ziemi”.

Bohater powieści, zachwycającej także unikatową polszczyzną, dożyje wyboru papieża-Polaka oraz Solidarności – przyjmowanej nader wstrzemięźliwie, ponieważ: „nie ufał niczemu, co w komunizmie się rodziło”. Odbędzie też podróż do swych źródeł. Matecznik poznał „tylko po rosnących gdzieniegdzie lipach, które posadził po obu stronach alei, lecz to nie były tamte, ale odrosty dzikie, co od korzenia same odbiły (…)”. Szedł: „jak po omacku (…) na wprost, i liczył w pamięci kroki, spodziewając się, że zaraz natrafi na bramę barokową, której tyle czasu poświęcił, żeby do świetności ją doprowadzić – choćby część murowana ocalała, pomyślał (…) Brama, co oddzielała chaos od porządku! A teraz… nawet cegła nie została. Jedynie szum wijącego się leniwie Seretu słychać było z oddali”.

OCEŃ KSIĄŻKĘ