Czwartek, 3 lipca 2008
Temat numeru
CzasopismoWiadomości Księgarskie
Tekst pochodzi z numeru55
Biblioteki bez książek, miasta bez księgarń, renesans piktogramów… Opowieść, jaką snuje autor „Śmierci książki. No Future Book”, jest tyleż fascynująca, co przerażająca. I co szczególnie frapujące… jak najbardziej realna. Czy rewolucja cyfrowa rzeczywiście może zniszczyć druk i książkę? Odpowiadają w kolejności: analityk rynku książki, doktor nauk humanistycznych, wiceprezes Towarzystwa Bibliofilów Polskich w Warszawie oraz ekspert w dziedzinie książki i prasy. Przekazujmy dalej GEN-ISBN Mój esej „Śmierć książki. No Future Book”, który miałem możliwość po raz pierwszy w całości zaprezentować podczas 53. Międzynarodowych Targów Książki, budzi tyleż zainteresowania, ile kontrowersji. Przyznam, że o to mi właśnie chodziło. Tytuł jest swego rodzaju prowokacją. Ma skłonić, przede wszystkim, przedstawicieli naszej branży do refleksji – co dalej? Co dalej w sytuacji, gdy coraz częściej treści dystrybuowane są w postaci cyfrowej. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że jeśli e-książka zastąpi książkę drukowaną, to księgarnie przestaną istnieć. W eseju piszę o tym dość brutalnie – digitalizacja wyeliminuje pośredników, podobnie jak masową produkcję dóbr kultury. Książka nie umrze, zmieni się jej postać. Mój esej opowiada o zmierzchu takich zawodów, jak: księgarz, bibliotekarz, drukarz. Smutna to historia, smutna dla piszącego te słowa, gdyż tekst piszę wprawdzie przed monitorem komputera, lecz w zaciszu mieszkania, wśród regałów pełnych książek. Nie czytam e-booków, podobnie jak nie robi tego zapewne większość czytelników „Wiadomości Księgarskich”. Jednak to nie my będziemy decydować o tendencjach przyszłości. W swoim eseju przedstawiam Człowieka Cyfr (w odróżnieniu od Człowieka Liter, jak znakomity teoretyk mediów Marshall McLuhan określił konsumenta kultury druku), młodego odbiorcę przywykłego do obcowania z hipertekstem. Linearny układ treści, typowy dla książki, dla nowego odbiorcy staje się nie tylko nudny, lecz także niezrozumiały. Kim jest ten nowy odbiorca? Powtórzę pokrótce to, co napisałem w swoim eseju. Do głosu dochodzi pokolenie wychowane przed monitorem komputera i ekranem telefonu komórkowego. Pokolenie, które bez trudu porusza się w rozmaitych aplikacjach, surfuje po stronach internetowych, na co dzień korzysta z komunikatorów i poczty internetowej, czas spędza na czatach, a na randki umawia się z wirtualnymi znajomymi. To pokolenie nowych czytelników, przyzwyczajonych do innej struktury zdań, innego układu tekstu, nielinearnego wykładu, piktogramów, emotikonek, tabel, kolorowych wyróżnień, do przesuwania tekstu z góry na dół, do kopiowania i kompilowania, swobodnego rozporządzania własnością intelektualną, do łatwego wyszukiwania informacji. Pokolenie, które wiedzy szuka w Google, a nie w encyklopedii PWN, które nie słucha płyt, lecz piosenek w formacie MP3, rysuje w Corelu, a zdjęcia edytuje w Photoshopie. Oczywiście – zdjęcia cyfrowe. Pokolenie, które swobodnie przekleja do własnych prac fragmenty cudzych tekstów, które przyzwyczajone jest do natychmiastowej odpowiedzi, wyskakującej po jednym kliknięciu ikonki „szukaj”. Pokolenie ludzi przyzwyczajonych do byle jak opracowanych treści, z premedytacją łamiących w komunikacji ze sobą zasady ortografii i interpunkcji. Ale jednocześnie to pokolenie „czytaczy" i „szperaczy”, pokolenie „magiczne”, bo wychowane na „Harrym Potterze”, i do bólu racjonalne, ponieważ łatwo znajdujące odpowiedź na każde dręczące pytanie. Obyte z pornografią i żałośnie goniące za sezonowymi nowinkami – gadżetami, ciuchami, kolekcjami, komiksami. Bezwstydnie ekshibicjonistyczne, a jednocześnie skrywające prawdziwą tożsamość za rozmaitymi nickami (składającymi się z liter i cyfr pseudonimami). Na swój sposób przedsiębiorcze – w zaciszu swoich domów, przed monitorami, handlujące namiętnie na aukcjach internetowych. Pokolenie świetnie przystosowane do nowej cyfrowej ery, bezbłędnie poruszające się w świecie bajtów i bitów, potrafiące wybierać, potrafiące szukać i selekcjonować, na bieżąco weryfikujące informacje, łatwo wyczuwające fałsz, a jednocześnie świadomie fałszujące rzeczywistość, pozostające ze sobą w nieustannym kontakcie pozawerbalnym, gdyż spotkania odbywają się za pośrednictwem programów jak Gadu-Gadu, które stały się nową, niezwykłą formą dialogu, czy też zaskakująco lakoniczną, a jednocześnie rozwlekłą epistolografią. Natychmiastowość – to symbol nowego młodego człowieka. Teraz albo nigdy. Nie czekać. Dostać, nie wychodząc z domu, najlepiej nie wstając od komputera. Człowieka twórczego, który może wykrzyczeć swoje „ja”, już nie tylko na stadionie piłkarskim czy na koncercie punk rockowym. Ma on ogromne pole do popisu. Począwszy od bloga, skończywszy na gronach społecznościowych. Może głośno mówić, co myśli, lżyć nauczycieli lub zwierzać się z miłosnych uniesień. Zdumiewa bezpruderyjność, którą nowe pokolenie uzyskało dzięki poczuciu anonimowości. Mogę mówić (pisać, publikować) o sobie wszystko, bo i tak jestem wirtualnym bytem. I jako byt wirtualny pozostaję zupełnie bezkarny. I bezwstydny. Często pozbawiony imienia i wizerunku, ale do bólu szczery. A im bardziej szokujący w tej szczerości, tym lepiej. Im bardziej wyuzdany, tym też lepiej. Bo wśród setek tysięcy blogów, wśród milionów użytkowników forów czy gron trzeba się jakoś wyróżniać. Można wszystko, ale jest przecież rywalizacja, ogromna konkurencja. Co robić, by moje posty były komentowane? Jak zapewnić sobie więcej wejść na stronę? Jak przebić się do czołówki najczęściej odwiedzanych adresów w przeglądarkach? Nijakość nikogo nie interesuje. Tak było zawsze i wszędzie. Ale nowe formy komunikacji pozwalają być wyjątkowym w świecie wirtualnym nawet wówczas, gdy w świecie realnym nie ma się nic do powiedzenia. Żeby komunikować, trzeba czytać – niekoniecznie, rzecz jasna, książki, ale bez czytania nie ma komunikacji w Internecie, bo tu przekaz płynie w obydwie strony – bezpośrednio od nadawcy do odbiorcy i z powrotem, ponieważ odbiorca jest jednocześnie nadawcą. Nowe pokolenie komunikuje się inaczej, używa własnych skrótów, kaleczy język, ale… pisze i czyta więcej niż pokolenie ich rodziców. Czy księgarz może zaspokoić potrzeby takiego odbiorcy? Dziś jeszcze tak, gdyż wciąż większość dóbr kultury ma postać materialną (choć w coraz mniejszym stopniu dotyczy to muzyki – to doskonały przykład, że młody odbiorca spokojnie obywa się bez przedmiotu materialnego, jakim jest płyta i zadowala się plikiem MP3). Kiedy e-książka zastąpi tradycyjną książkę, nie będzie czego sprzedawać, a w każdym razie na pewno nie będzie czego sprzedawać w księgarni, gdyż transmisja plików odbywać się będzie on-line. Rolę księgarzy do pewnego stopnia przejmą operatorzy telefonii komórkowej i prowiderzy Internetu. Tradycyjna księgarnia może przetrwać jako miejsce spotkań kulturalnych – np. promocji książek w formie bezpośredniego kontaktu z autorem – ale nie będzie już miejscem handlu. Zatem równie dobrze spotkanie może odbywać się w kawiarni, na tle fototapety z grzbietami książek lub w scenografii eleganckich atrap klasyki literackiej, ustawionych równiutko na półkach. Dla dzisiejszych księgarzy to wizja nie tylko przygnębiająca, lecz wręcz barbarzyńska. Miejsce księgarni przyszłości jest jednak w Internecie, czyli tam, gdzie wystarczy kliknąć, by uzyskać dostęp do pożądanej treści. Dlaczego ludzie mieliby wybrać e-książkę? Oprócz przywiązania młodego odbiorcy do pozafizycznego obcowania z kulturą (muzyka z iPoda, teledysk z YouTube, film z DivXa), przemawiają za tym zalety praktyczne, które ma e-książka, a których nie ma książka tradycyjna. Należy do nich natychmiastowy dostęp do światowych zasobów bibliotecznych (jeszcze bardzo ograniczony, ale odpowiedź na pytanie, po co Google, największa na świecie wyszukiwarka internetowa, skanuje tysiące woluminów, jest prosta – po to, by je udostępniać). Z punktu widzenia dzisiejszego księgarza to obojętne, czy Google udostępni książki bezpłatnie, czy za opłatą, ważne, że przejmie odbiorców. Dalej, zaletą e-książki jest wewnątrztekstowe wyszukiwanie. Przy okazji technologii przyszłości mówi się o Sieci Semantycznej. Chodzi o to, by wyszukiwała ona fragmenty tekstów w sposób bardziej inteligentny – uwzględniając odmiany słów, a także wyrażenia pokrewne i synonimy. Wyszukiwała zgodnie z intencją określonego użytkownika, gdyż w jej algorytm wpisane są dane także o nim. Tak to opisuje John Battelle w książce „Szukaj”: „Wyobraźmy sobie, że zadajemy dowolne pytanie i dostajemy nie tylko trafną, ale również doskonałą odpowiedź – zgodną z kontekstem i intencją naszego pytania, bo wyszukiwarka dokładnie wie, kim jesteśmy i dlaczego pytamy. W odpowiedzi tej zawiera się cała możliwa do znalezienia wiedza świata, przechwycona w tekście, na wideo albo w formacie dźwiękowym. Wyszukiwarka odróżnia pytania bezpośrednie (kto był trzecim prezydentem Stanów Zjednoczonych?) od bardziej złożonych (w jakich okolicznościach …
Wyświetlono 25% materiału - 1218 słów. Całość materiału zawiera 4873 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki