Niedziela, 24 stycznia 2010
Prof. Dariusz Tołczyk - Rozmowa numeru
Czasopismo"Magazyn Literacki Książki"
Tekst pochodzi z numeru1/2010
Dlaczego na Zachodzie wciąż nie stawia się znaku równości między zbrodniami hitlerowskimi i bolszewickimi? Pamięć o zbrodniach nazizmu traktuje się dziś na Zachodzie jako wiecznie żywe źródło moralnej satysfakcji. Wspominanie jego zła jest bowiem jednocześnie przypominaniem sobie, że główne demokratyczne potęgi Zachodu – w sojuszu ze Stalinem – przeciwstawiły się Hitlerowi, pokonały go i wykorzeniły ideologię nazistowską. Dziś praktycznie cały Zachód, włącznie ze współczesnymi Niemcami, chętnie utożsamia się moralnie z ówczesnymi zwycięzcami Hitlera. Ze złem w wydaniu bolszewickim jest jednak zupełnie inaczej. Przypominanie postawy Zachodu wobec tych zbrodni słabo nadaje się do poprawiania sobie samopoczucia moralnego. Intelektualne, gospodarcze i polityczne elity Zachodu zachowywały się bowiem wobec tych zbrodni często dwuznacznie, a nieraz po prostu haniebnie. Przez dziesiątki lat ignorowały je, zakłamywały albo wręcz usprawiedliwiały. Dziś już nikt prawie nie usprawiedliwia Wielkiego Terroru czy Gułagu, ale mówi się o tym znacznie mniej niż o zbrodniach hitlerowskich i ciągle widać pewną skłonność do relatywizowania zbrodni sowieckich. Niemało zachodnich luminarzy afirmujących komunizm po latach okazało się płatnymi agentami Sowietów… Bolszewicy w wielu sprawach byli kontynuatorami tradycji imperialnej Rosji. Sądząc choćby po pokwitowaniach, wystawianych przez ambasadorów Katarzyny II Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, opłacanie agentów i kupowanie stronników stanowiło jedną ze stałych metod rosyjskiej polityki zagranicznej. Aby należycie zbadać skalę tego zjawiska w czasach sowieckich, trzeba by mieć dostęp do dokumentów, np. właśnie do konkretnych pokwitowań, które znajdują się bez wątpienia w tajnych rosyjskich archiwach. Myślę, że gdybyśmy je poznali, nasza wiedza o życiu politycznym i kulturalnym na Zachodzie w XX wieku znacznie by się wzbogaciła i pewnie nieco przewartościowała. Ale ich raczej nie poznamy. Zaraza komunizmu zbierała szczególnie obfite żniwo we Francji. Rzeczywiście. Pamiętajmy, że rewolucja bolszewicka była przyjmowana w licznych kręgach zachodniej lewicy jako dawno oczekiwane dopełnienie rewolucji francuskiej. Zresztą bolszewicy sami chętnie nawiązywali do tradycji jakobińskich – na przykład czerwony terror, ustanowiony po rewolucji, wzorowany był, zwłaszcza w warstwie retorycznej, na rewolucyjnym terrorze francuskim. Tak więc rewolucyjnie nastawione koła francuskiej lewicy w owym czasie miały powody, by odczuwać szczególne powinowactwo z bolszewikami. Niejeden oficer wojsk francuskich interweniujących w Rosji zaraz po bolszewickim przewrocie nawrócił się na komunizm a kilku – jak np. Andre Marty, Jacques Sadoul czy Pierre Pascal – niezwłocznie napisało książki gorąco popierające nowy wspaniały świat Lenina. Od tego czasu rozwijała się we Francji nieprzerwanie literatura panegiryczna poświęcona Sowietom. Tacy pisarze jak Romain Rolland, Henri Barbusse, Louis Aragon, czy przez pewien czas Andre Malraux, należeli do najbardziej niestrudzonych chwalców Stalina. Zaraz po II wojnie światowej prokomunistyczne nastroje w społeczeństwie francuskim dodatkowo się umocniły. Przypomnijmy, że w pierwszych wyborach powojennych komuniści zyskali we Francji około 30 procent głosów. To zjawisko miało też swoje specyficzne podłoże. W ramach tworzenia nowej świadomości Francuzów po wojnie centralne miejsce zajmował etos ruchu oporu. Komuniści co prawda zachowywali się bardzo dwuznacznie wobec niemieckiej inwazji Francji w roku 1940, kiedy Stalin był sojusznikiem Hitlera, ale począwszy od najazdu Niemiec na Rosję odgrywali aktywną rolę w ruchu oporu, podczas gdy prawica kompromitowała się w Vichy. Taki kontrast utrwalił się w powojennej świadomości Francuzów. Poza tym w wyzwolonej przez Amerykanów Francji szybko pojawiły się sentymenty… antyamerykańskie, a komuniści dodatkowo je rozdmuchiwali i na tym też opierali swoją popularność. Wśród intelektualistów francuskich opory przed przyjęciem do wiadomości prawdy o Sowietach były silniejsze niż w innych krajach. Jean-Paul Sartre twierdził, jak pamiętamy, że należy zaprzeczać prawdzie o Gułagu, bo inaczej francuscy robotnicy utraciliby rzekomo wszelką nadzieję związaną z komunizmem. Czyli, zdaniem filozofa, maluczkich należało świadomie oszukiwać, dostarczając w ten sposób fałszywej nadziei, a przy okazji udzielać poparcia zbrodniczemu reżimowi Stalina. O uporczywości, z jaką we Francji zaprzeczano prawdzie, może świadczyć fakt, że …
Wyświetlono 25% materiału - 590 słów. Całość materiału zawiera 2363 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki