Poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Rocznica śmierci Gombrowicza - Maria Świeczewska
Czasopismo"Magazyn Literacki Książki"
Tekst pochodzi z numeru8/2009
Jak poznała pani Witolda Gombrowicza? Dzięki mężowi, nieżyjącemu od 1971 roku Karolowi Świeczewskiemu. Przed 1939 rokiem zdążył on ukończyć na Uniwersytecie Warszawskim trzy lata polonistyki i, choć podczas II wojny światowej był przez cztery lata jeńcem stalagu w Dreźnie, to po przyjeździe do Argentyny wiedział kim jest Gombrowicz. Karol był wrażliwy, psychicznie bardzo skomplikowany, po przeżyciach wojennych, na emigracji w Argentynie bardzo tęsknił za rodziną i Polską. Odkrycie Gombrowicza, na jednym z przyjęć w Buenos Aires, uważał za dar losu. Pisarz też tym spotkaniem był wniebowzięty, bo wkoło miał samych przeciwników. Potem bywał u nas często. Dlaczego Gombrowicz miał wśród rodaków przeciwników? Bo nie pojechał walczyć po napaści na Polskę. Po dziewiczym rejsie „Chrobrego”, pod koniec sierpnia 1939 roku, pozostał w Argentynie, więc uważano, że stchórzył, kiedy inni walczyli na różnych frontach świata, ginęli. Wielu Polaków, głównie z armii Andersa, przyjechało tutaj – pokiereszowanych fizycznie, psychicznie, bez ojczyzny, bo ich rodzinne Kresy znalazły się poza granicami polski, za którą przelewali krew. Gombrowicz też jednak przeżył mocno tę wojnę i ciężko za nią zapłacił: nędzą, przez kilka lat żył jak kloszard, sypiał na kartonach, długo nic nie pisał. Dopiero kiedy w 1947 roku dostał pracę w Banco Polaco, zaczął tworzyć – najpierw „Ślub”, potem „Transatlantyk”. Wtedy właśnie go poznałam, w 1953 roku, pomagałam mu nawet „Transatlantyk” sprzedawać, choć z wielkimi trudnościami. Pamięta pani scysje Gombrowicza z Polakami? Naturalnie. Polaków lekceważył, wykpiwał, choć oni nie stronili od niego. Nie dawał się jednak lubić. Był konfrontacyjny, zachowywał się wyzywająco, arogancko. On był sam sobie wrogiem. Uwielbiał tylko tych, którzy go rozumieli i hołubili. Pokłócił się na całe życie nawet ze swoim długoletnim wielkim przyjacielem, artystą malarzem Zygmuntem Grocholskim – tylko za to, że nie mógł znieść jak Grocholski deklamował. Jednak dla Karola był wspaniałym przyjacielem – dobrym, wiernym, zawsze stał po jego stronie. Z autorami argentyńskimi też się kłócił, prowokował nawet Borgesa – dopiero po jego śmierci przyznał, że był wielkim pisarzem. Czy była pani, podobnie jak mąż, zafascynowana osobą i twórczością Gombrowicza? Początkowo zdumiewał mnie swoją postawą – zachowywał się jak aktor, patrzył zawsze z boku, nie w oczy, nigdy się naprawdę nie śmiał. Miało się wrażenie, że stale uprawia pewien rodzaj sztuki scenicznej, że gra. Potrafił w ciągu całego obiadu nie odezwać się ani słowem. W stosunku od mnie był jednak w porządku, a często bardzo komiczny. Miał dużą fantazję, wyobraźnię, czasem klękał przede mną. Jego awangardowa literatura nie przemawiała wtedy do mnie. Byłam wychowana na Mickiewiczu, Sienkiewiczu, jego twórczość była dla mnie szokująca. Gombrowicz nie wierzył w Boga, w dyskusjach nie dawał przekonać się, że Bóg istnieje, choć pochodził z rodziny katolickiej. Pomimo to czasem Boga wzywał, przestrzegał też przykazań kościelnych, a przez całe życie pomagał …
Wyświetlono 25% materiału - 446 słów. Całość materiału zawiera 1786 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki