środa, 17 lutego 2010
Dan Brown - Rozmowa numeru
Czasopismo"Magazyn Literacki Książki"
Tekst pochodzi z numeru2/2010
Po tylu latach pracy wydałeś książkę, tak oczekiwaną na świecie? Co czujesz? Ulgę? To chyba trochę tak, jakby urodzić dziecko. Jesteś szczęśliwa, że już po wszystkim, wdzięczna, że dziecko jest zdrowe. A jednocześnie masz takie dziwne tęskne uczucie, że tyle czasu je nosiłaś, stanowiło cząstkę twojej osoby, a teraz jest samodzielne. A po pewnym czasie zaczynasz myśleć: hm, może zrobię to jeszcze raz (śmiech). Na razie jednak staram się trochę odpocząć. Pracowałem nad „Zaginionym symbolem” siedem dni w tygodniu, przez sześć lat i chcę teraz trochę użyć życia – chodzę do kina, właśnie się przeprowadzamy do nowego domu. W tej chwili zatem nie piszę za dużo. Czułem ogromną presję, chciałem mieć pewność, że czytelnikom „Zaginiony symbol” spodoba się tak samo jak „Kod Leonarda da Vinci”, albo nawet bardziej. Przygody Langdona musiały więc trochę przypominać te wcześniejsze, a jednocześnie trochę trzeba je było unowocześnić. Jestem szczęśliwy, że udało mi się tego dokonać. Czytelnicy – przynajmniej tu, w Stanach – wydają się zadowoleni. Kod Leonarda da Vinci wywołał sporo protestów na świecie. Nie uważasz, że nowa książka może zbić argumenty dotychczasowych przeciwników?Gdyby moje książki sprzedawały się w nakładzie 10 tys. egz., w nikim nie budziłyby takich gorących negatywnych uczuć. Taka już jest ludzka natura. Niektórzy ostro krytykują nawet książki Joanne K. Rowling, ukochane przecież przez dzieci. W chwili gdy odnosisz sukces, stajesz się łatwym celem dla pseudokrytyków, tak to już jest i na to trzeba być przygotowanym. Pogodziłem się z tym. Czytałam, że nie ma takiej dziedziny nauki jak symbologia. Dlaczego ją wymyśliłeś, skoro tak bardzo starasz się, by twoje książki jak najmniej odbiegały od rzeczywistości. Sięgasz po tyle faktów i prawdziwych postaci, a twój główny bohater specjalizuje się w dziedzinie, która tak naprawdę nie istnieje? Czy zetknąłeś się już z zastrzeżeniem, że skoro symbologia nie istnieje, to i większość naukowych debat pojawiających się w książce jest nieprawdziwa? Wszystkie zabiegi, których dokonuję w moich książkach, są zamierzone – mieszanie faktów z fikcją literacką również. Wybór, co jest faktem, a co fikcją, nie jest przypadkowy. Robert Langdon w rzeczywistości nie istnieje i fakt, że zajmuje się nieistniejącą dziedziną nauki, ma przypominać, iż jest on postacią fikcyjną. Czy gdyby taka dziedzina nauki jednak istniała, a ty nie byłbyś pisarzem, czy zostałbyś symbologiem? Całkiem możliwe. Masoni intrygowali cię już od dzieciństwa, odkąd dowiedziałeś się o ich sekretnych spotkaniach w twoim mieście, Exeter. Jak udało Ci się wniknąć w ich kręgi? Nigdy nie zdołałem dostać się do środka. Poznałem natomiast wielu masonów, mnóstwo o nich czytałem. Nie przystąpiłem do loży, trzeba bowiem wówczas ślubować całkowitą dyskrecję. A ja przecież jestem pisarzem i moim zadaniem jest ujawnianie tajemnic. W Exeter masoni mają swoją siedzibę tuż obok budynku kina. W Stanach jest mnóstwo świątyń masońskich. Zawsze jednak masonów otaczała tajemnica i to mnie od dziecka intrygowało, zastanawiałem się, co tam się dzieje. Ale moje źródło wiedzy o masonach to głównie książki. Czy masoni w Exeter ukrywają swoją przynależność? Niekoniecznie – noszą pierścienie wolnomularskie, ludzie wiedzą, że są masonami. Nie boją się ujawniać. Dla porównania podam taki przykład: gdy ktoś pracuje w Apple Computers nie boi się o tym mówić, natomiast nigdy nie zdradzi, nad czym obecnie pracuje. Bardzo dbasz o to, by twój adres zamieszkania pozostawał w ścisłej tajemnicy, co jest dla mnie zresztą zrozumiałe. Ale czy to ci się rzeczywiście udaje? Sporo osób musi go jednak znać: pracownicy poczty, listonosz, kurierzy itd. Czy to są osoby, którym można zaufać, że na przykład nie sprzedadzą takiej informacji zainteresowanym?  Zdarza się – na szczęście rzadko – że ludzie poznają ten adres i mamy z tego powodu kłopoty, ale zwykle udaje nam się prasę i fanów trzymać z dala od domu. Czy fakt, że mieszkacie z żoną tak daleko od wielkiego świata, prawie w odosobnieniu, nie stanowi jednak pewnego utrudnienia w pozyskiwaniu materiałów niezbędnych do książek? W zasadzie w tej chwili nie ma większego znaczenia czy mieszkasz w Nowym Jorku, czy w Exeter – gdy musisz na przykład lecieć do Paryża to i z jednego, i z drugiego miejsca trzeba dotrzeć na lotnisko. Lubię mieszkać na wsi, w mieście nie potrafiłbym pisać, jest tam za dużo hałasu. Większość materiałów i tak pozyskujemy z książek, a mamy w domu fantastyczną bibliotekę. Niedawno obejrzałam starą komedię z Chevy Chase’em „Wesoły domek”, w której bohater wyprowadza się z żoną z wielkiego miasta, by bez przeszkód oddać się pisarstwu. Ten film mi się przypomniał, gdy wjeżdżałam do Exeter – zobaczyłam wręcz obrazy żywcem z niego zaczerpnięte. Pamiętam, że lokalna społeczność uprzykrzała życie głównemu bohaterowi, a jak jest w twoim przypadku? Jak zmieniło się zachowanie mieszkańców po tym, gdy stałeś się sławny? Czy są za tobą, czy raczej przeciwko? Mam nadzieję, że za mną. Wiele robię dla lokalnej społeczności. Poza tym ja sam w zasadzie się nie zmieniłem. Jakiś czas temu usłyszałem interesującą myśl: gdy stajesz się sławny, to nie ty się zmieniasz, ale wszyscy dookoła. Ja nie mogę zrobić na nikim pierwszego wrażenia – …
Wyświetlono 25% materiału - 810 słów. Całość materiału zawiera 3242 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki