środa, 27 czerwca 2007
Andriej Kurkow
Czasopismo"Magazyn Literacki Książki"
Tekst pochodzi z numeru6/2007
Urodził się pan w Kijowie? Nie, w Leningradzie. Miałem dwa lata, gdy rodzice przenieśli się do Kijowa, gdzie dostali pracę. Czyli z pana russkij czełowiek. Jeszcze pięć lat temu co tydzień ktoś mnie pytał, dlaczego nie piszę po ukraińsku. Teraz pytają rzadziej. A swoją drogą, nie mógłby pan pisać po ukraińsku? Zna pan przecież ten język. Znam, posługuję się nim swobodnie, ale piszę po rosyjsku, bo to jest język mojego pisarstwa. A na pytanie: Kim jestem? – nie ma pan pojęcia, jak często takie pytanie jest zadawane na Ukrainie – odpowiadam: Ukraińcem rosyjskiego pochodzenia. I jak się panu żyje w tej, trochę przybranej, ojczyźnie? Od kilku lat lepiej, przyjemniej i spokojniej. Kiedy jednak w 1994 roku reketier zabił mojego wydawcę i zostałem z 75 tysiącami swoich książek, a także z długiem w wysokości 25 tysięcy dolarów, które włożyłem w te książki, poczułem może nie strach, ale duży niepokój. Wydawca zginął, bo reketierzy podliczyli go, że ze swego biznesu – a sprzedawał między innymi również farbę – nie oddaje im zwyczajowych 10 procent. Rzeczywiście, nie oddawał im. Co pan wtedy zrobił? Wziąłem książkę telefoniczną i skontaktowałem się z wszystkimi, którzy zajmują się handlem książką. Dotarłem do każdego hurtownika, a w końcu sam stanąłem na Andriejewskim wzwozie, tam gdzie mieści się w Kijowie Muzeum Bułhakowa, powiesiłem sobie na piersi tabliczkę z napisem „autor” i sprzedawałem swoje książki. Z jakim skutkiem? Mizernym. Rekord wyniósł szesnaście egzemplarzy jednego dnia. Ale kiedyś podszedł do mnie człowiek z reketu i zapytał, co tu robię i co to za towar. Wytłumaczyłem, że napisałem te książki, za swoje pieniądze je wydałem i teraz sam je sprzedaję. Wokoło handlarze zachwalali matrioszki, jakieś pamiątki, różne rzeczy. Reketier pokiwał głową, powiedział: – Będę jutro o dwunastej, jak ktoś ci zacznie tu bruździć, powiesz tylko, a zajmę się tym. Szczęśliwy, że znalazłem tak możną protekcję, zaproponowałem mu książkę, z autografem oczywiście. Odpowiedział godnie: – Dziękuję, nie czytam. I nie zgłosił się po swoje 5 czy 10 procent? A skąd. Byłem już chroniony. To ciekawe, ale reket pomagał wielu muzykom, a i malarzom. Pojechałem kiedyś do Leningradu, gdzie spotkałem znajomego muzyka rockowego, gitarzystę. Pytam się go: – Jak leci? Zrezygnowany machnął ręką: – Wszyscy bandyci wynieśli się do Moskwy, nikt mi nie da pieniędzy na płytę. Bohaterowi pańskiego „Kryptonimu »Pingwin «” zarzuca się w powieści udział w zabójstwach 118 osób. Pamiętam kijowskie poranki, gdy w barach, sklepach, na ulicach komentowano doniesienia o śmierci kolejnych znanych ludzi. To była codzienna porcja radości. Naród zacierał ręce: – Znów jednego bogacza mniej, oby tak dalej. Jak wygląda pana życie rodzinne? Moja żona Elizabeth jest Angielką. Poznałem ją w Kijowie w 1981 roku i od razu zapowiedziałem jej, że zostanie moją żoną. Nie uwierzyła, ale byłem uparty. Mamy trójkę dzieci. …
Wyświetlono 25% materiału - 453 słów. Całość materiału zawiera 1814 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki