środa, 6 marca 2024
Józef Andrzej Załuski (1702–1774), współzałożyciel, wraz z bratem Andrzejem Stanisławem (1695–1758), Biblioteki Załuskich, pierwszego w Polsce wielkiego księgozbioru udostępnionego publiczności, niestrudzenie penetrował polskie i zagraniczne kolekcje w poszukiwaniu wartościowych pozycji. Miał znakomitą intuicję, rzadko zdarzało się, żeby wrócił z wyprawy bez wspaniałych trofeów. Protekcja brata, biskupa, a potem także jego własna godność biskupa kijowskiego otwierały przed nim podwoje bibliotek klasztornych, kościelnych czy miejskich archiwów, a także magnackich i ziemiańskich rezydencji, w których nierzadko gromadzone od stuleci księgozbiory porastały kurzem i pajęczynami. Załuski był w swojej kolekcjonerskiej pasji typem obsesyjnym i kiedy sobie coś upatrzył, nie spoczął, póki tego nie zdobył. Pozyskiwał zbiory wszelkimi dostępnymi metodami. Potrafił wyprosić i wybłagać, często kupował od nieświadomych wartości swoich kolekcji właścicieli za bezcen, ale za szczególnie interesujące obiekty płacił hojnie brzęczącą monetą, wysoko przebijając konkurencyjne oferty. Nie baczył wtedy na stan swoich finansów i był z tego powodu wiecznie zadłużony. Nosił wilk razy kilka… Jednak nierzadko pozyskiwał dla swojej biblioteki obiekty i całe kolekcje w sposób szczególny. Kiedy spotkał się z odmową sprzedaży, prosił o wypożyczenie interesujących go obiektów. Zawsze umiejętnie powoływał się przy tym na interes publiczny, zresztą szczerze, bo prywatne szaleństwo kolekcjonerskie współistniało w nim z ideą stworzenia księgozbioru ogólnodostępnego. Pożyczał najchętniej na słowo, ale gdy nie było już innej możliwości, podpisywał rewersy. Książek pożyczonych absolutnie nie zamierzał oddawać, dołączał je do własnych zbiorów przechowywanych w specjalnie do tego celu zakupionym (od prymasa Teodora Andrzeja Potockiego) i przystosowanym pałacu przy ulicy Daniłowiczowskiej (dziś Hipoteczna) w Warszawie. Pozycja braci Załuskich była tak wysoka, że zwłaszcza duchownym opiekunom uszczuplonych w ten sposób bibliotek nie wypadało monitować o zwrot wypożyczonych obiektów. Kiedy jednak ktoś ośmielił się występować o zwrot, nie otrzymywał odpowiedzi. Tak to, prawem kaduka, cenne egzemplarze przechodziły na własność Biblioteki Załuskich, gdzie nie zawsze były nawet katalogowane. Józef Andrzej Załuski takich zabiegów nie potrzebował. Choć zgromadził łącznie, jak pisał w swoich „Dziejach bibliotek” Joachim Lelewel, „ksiąg do 300 000 i rękopismów kilkanaście tysięcy (…), znał dobrze całą tę swoją bibliotekę, jej ogrom nie był uciążliwym jego głowie, pamiętał i każdą księgę oceniał, swoim umysłem w porządku ją utrzymywał”. Ale nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Początkowo, od udostępnienia publiczności w 1747 roku, zbiory Biblioteki Załuskich były wypożyczane czytelnikom do domów. Wkrótce okazało się, że ksiądz biskup nie był jedynym miłośnikiem książek, który powiększał kolekcję metodą pożyczania na wieczne nieoddanie. A bibliotekarze nie mieli żadnego aparatu egzekucyjnego, za pomocą którego mogliby dyscyplinować niesolidnych czytelników. A może niemal żadnego. W 1752 roku sam papież Benedykt XIV wydał na prośbę Józefa Andrzeja Załuskiego bullę nakładającą ekskomunikę na każdego, kto by ośmielił się ukraść książkę z Biblioteki Załuskich, czy nawet wiedział o takiej kradzieży i zatrzymał to w tajemnicy. Tekst bulli przybity był na drzwiach największej sali Biblioteki i każdy nowy użytkownik miał obowiązek go przeczytać. Jednak wiek XVIII był już, jak widać, i w Polsce czasem upadku obyczajów, bo książki wciąż ginęły. Od lat sześćdziesiątych XVIII wieku ze zbiorów można było korzystać wyłącznie na miejscu. W roku 1767 biskup Józef Andrzej Załuski jako jeden z przywódców konfederacji radomskiej został porwany z obrad sejmu przez siepaczy rosyjskiego ambasadora Repnina i na kilka lat zesłany do Kaługi, skąd powrócił na rok przed śmiercią, bardzo już schorowany. Pozbawiona jego nadzoru i pamięci biblioteka, oddana w zarząd ojcom jezuitom, a po kasacie zakonu w 1773 roku przejęta przez Komisję Edukacji Narodowej, bardzo podupadła. Kustosze nie mogli dojść do porozumienia w sprawie układu zbiorów, książki były więc wielokrotnie przenoszone i ustawiane na regałach, a spora część zalegała po prostu na wielkiej stercie nazywanej „Mare Magnum”, oczekując na skatalogowanie i przypisanie do odpowiednich działów. Służba biblioteczna kradła te książki i sprzedawała kolekcjonerom w pełni świadomym proweniencji nowych nabytków, zapewne także odkupującym to, co kiedyś Załuskiemu pożyczyli. Książki kradł i sprzedawał, w ogóle się z tym nie kryjąc, nawet sam prefekt Biblioteki, ex jezuita Jerzy Koźmiński. Rabusie zdzierali z książek drogie oprawy i wycinali ryciny. Biblioteka Załuskich straciła w ten sposób wiele tysięcy cennych egzemplarzy, które zasiliły inne kolekcje i biblioteki. A może kolekcjonerzy-złodzieje ocalili w ten sposób ukradzione książki? Po upadku powstania kościuszkowskiego Rosjanie zajęli Warszawę, a zanim oddali ją Prusakom, zrabowali całość biblioteki. Niemal pół miliona obiektów kolekcji Załuskich (książek, rękopisów, druków ulotnych, czasopism, rycin, map, numizmatów itp.) wywieźli do Petersburga, aby utworzyć z nich Cesarską Bibliotekę Publiczną. Po drodze i podczas katalogowania łupu każdy rosyjski czynownik mający domową biblioteczkę brał sobie z niego, co chciał. 130 lat później, na mocy kończącego wojnę polsko-bolszewicką traktatu ryskiego, znacznie przetrzebiony zbiór wrócił do Polski i został włączony do zasobów Biblioteki Narodowej, które po upadku powstania warszawskiego Niemcy spalili niemal w całości. Narodziny Ossolineum Po utracie Biblioteki Załuskich dzieła stworzenia na nowo narodowego księgozbioru podjął się Józef Maksymilian Ossoliński (1748–1826). Od dzieciństwa bibliofil i kolekcjoner książek i dokumentów, których dużą kolekcję odziedziczył po swoich magnackich przodkach i przez całe życie pracowicie, ze znawstwem powiększał i uzupełniał. Po trzecim rozbiorze Polski Ossoliński robił karierę na dworze wiedeńskim, słusznie uchodził za człowieka nadzwyczajnie ustosunkowanego i mogącego załatwić niejedną sprawę na najwyższym szczeblu. Na przełomie XVIII i XIX wieku cesarz Franciszek I łatał budżet austriackiej monarchii przejęciami majątków kościelnych. Galicyjscy proboszczowie i opaci chętnie gościli u siebie Ossolińskiego, który umiał zasugerować, że w krytycznej chwili będzie mógł szepnąć słówko komu trzeba, aby wybronić dobra gospodarzy od konfiskaty czy jakichś innych państwowych szykan. Obietnic podobno z reguły nie dotrzymywał, ale zanim się o tym petenci przekonali, starali się uczcić możnego gościa jak najgodniej. Powszechnie znano jego umiłowanie ksiąg i wszelkich staroci, zawsze więc prowadzono go do biblioteki, aby mógł sobie poszperać w szpargałach. Ossoliński, wzorem Załuskiego, pożyczał najciekawsze obiekty, których oczywiście …
Wyświetlono 25% materiału - 855 słów. Całość materiału zawiera 3423 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1A. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
Koszt 9 zł netto. Dostęp czasowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Czas dostępu będzie odliczany od momentu wejścia na stronę płatnego artykułu. Dostęp czasowy wymaga konta w serwisie i logowania.
1B. Dostęp czasowy 15 minut
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail. Dostęp terminowy wymaga konta w serwisie i logowania.
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.
Zaloguj się