Poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Nerwowy maj


Złym zrządzeniem losu będziemy mieli w maju, w Warszawie aż trzy duże książkowe imprezy targowe – tydzień po tygodniu. Pomijając koszty, wysiłek logistyczny dla tych, którzy będą wystawiać się na każdej z nich, jest ogromny. A publiczność siłą rzeczy rozproszy się. Media pewnie także.

Na początek mamy w dniach 7-9 maja XVI Targi Wydawców Katolickich, które odbędą się na Zamku Królewskim w Warszawie. Pierwotnie miały odbyć się w dniach 16-18 kwietnia, ale żałoba narodowa po katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem spowodowała zmianę terminu. Część wydawców katolickich weźmie następnie udział w odbywających się tydzień później Warszawskich Targach Książki (13-16 maja). Stowarzyszenie Wydawców Katolickich, organizator TWK, jest też wystawcą na imprezie organizowanej tydzień później przez spółkę „Targi Książki” i Muratora Expo. Czy publiczność się podzieli? Trudno powiedzieć, na pewno przesunięcie terminu nie jest obydwu organizatorom na rękę, innej możliwości jednak nie było.

Tydzień po Warszawskich Targach Książki, w dniach 20-23 maja, odbędą się 55. Międzynarodowe Targi Książki. Obydwie imprezy organizowane są w Pałacu Kultury i Nauki. Obydwie podzieliły wystawców, a siłą rzeczy podzielą także publiczność. Pierwsza impreza zgromadzi śmietankę polskiego edytorstwa, na drugiej wystawiać się będzie wielu znaczących wydawców zagranicznych. Pisałem już o tym w Bibliotece Analiz i powtórzę raz jeszcze – źle, bardzo źle się stało, że środowisko książki dopuściło do takiego rozłamu. Dwie imprezy targowe, to dwa razy gorzej niż jedna. Po pierwsze rozczaruje się publiczność, po drugie rozczarują się wystawcy zagraniczni. Efekt może być taki, że za rok nie będzie dla kogo organizować w Warszawie targów. Polscy wydawcy przeniosą się do Krakowa, a zagraniczni – do Lipska czy Pragi. Konkurencja za granicą tylko zaciera ręce. Z wielkim smutkiem słucham wypowiedzi kwiatu naszej branży, że „jak impreza Muratora nie wypali, to trudno, nie będziemy więcej uczestniczyć w warszawskich targach”. Tak jakby tegoroczna impreza miała być swego rodzaju testem. Tylko po co nam ten test? Czy musimy się sparzyć zanim zrobimy coś dobrze? Najwyraźniej nie ma innego wyjścia.

Z błogosławieństwem Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, Polskiej Izby Książki i kilku ważnych stowarzyszeń wydawców, dopuściliśmy do kompromitującego nas w oczach zagranicznych wydawców rozłamu międzynarodowej imprezy targowej w stolicy. Wiem, teraz to już żal nad rozlanym mlekiem, ale nie mogę zrozumieć jak to się stało, że środowisko nie wymusiło na organizatorach obydwu imprez, że mają się porozumieć i zrobić jedne targi. Słyszę z obydwu stron (Murator i Ars Polona), że porozumienie nie było możliwe bo partner nie traktował rozmów poważnie. Ale na Boga, przecież to my, wydawcy, pozwoliliśmy na to, żeby oni mogli nie traktować sprawy w kategoriach być albo nie być. Albo będą jedne targi, albo w ogóle nie będzie targów, takie powinno było być stanowisko PTWK, PIK i innych organizacji związanych z książką. Tymczasem podobnie jak w przypadku negocjacji z Empikiem – pokazaliśmy naszą słabość, brak umiejętności porozumienia się we wspólnym interesie. W tej sytuacji nie wierzę w sukces ani Warszawskich Targów Książki, ani Międzynarodowych Targów Książki, skompromitują się jednak nie ich organizatorzy, lecz my, jako środowisko polskiej książki. Czytelnicy chcą imprezy, która będzie reprezentatywnym przeglądem książkowych nowości, polskich i zagranicznych. Tego samego chcą dziennikarze. Czytelników nie obchodzą ani spory, ani koszty wynajmu powierzchni. Przez szacunek dla naszych czytelników-klientów powinniśmy byli zadbać o najwyższy poziom międzynarodowych targów. My – środowisko; organizatorzy to sprawa dla czytelników zupełnie nieistotna.

Dziwi mnie, że Polska Izba Książki, która gotowa jest wydawać pieniądze na promocje czytelnictwa, na rozdawanie kwiatków w księgarniach w dniu 23 kwietnia, jednocześnie nie potrafiła przez tyle lat wypracować dla środowiska targów książki z prawdziwego zdarzenia. Mieliśmy taką siłę i mieliśmy taką możliwość, wcale nie byliśmy skazani na Ars Polonę, na dyktat cen w Pałacu Kultury itp. Zwyczajnie jednak nie potrafiliśmy wzbić się ponad własne partykularne interesy i wspólnym głosem wyraźnie sformułować nie postulaty, ale żądania pod adresem tego czy innego organizatora JEDNYCH targów.

Będę na każdej z majowych imprez. Każdej z nich życzliwie kibicuję, bo lubię targi książki, które przede wszystkim mają być świętem czytelnictwa. Nie wiem jak logistycznie podołam wystawieniu się na każdych z tych targów, jak rozdzielić imprezy towarzyszące itp. Na pewno tegoroczny maj będzie nerwowy. Obyśmy wyciągnęli z niego lekcję na przyszły rok, bo nie wyobrażam sobie nie tylko trzech, ale nawet dwóch imprez majowych w następnych latach.

A póki co morał z tej targowej przepychanki jest taki, że Empik podniósł cennik usług promocyjnych w maju. Gdzie dwóch się bije, tam mądry korzysta. To, co wystawcy zaoszczędzą na tańszych tegorocznych stoiskach w Pałacu Kultury i Nauki, wydadzą z naddatkiem na stoły promocyjne w Empiku. Po jednej stronie Marszałkowskiej ceny maleją, po drugiej rosną. Prawie jak w „Alicji w Krainie Czarów”, tyle że to nie sen, a smutna rzeczywistość.

Autor: ŁUKASZ GOŁĘBIEWSKI