Czwartek, 29 października 2026
Rozmowa z JACKIEM ORYLEM, wiceprezesem Fundacji Historia i Kultura, dyrektorem Targów Książki w Warszawie, Katowicach i Gdyni, prezesem spółki Projekt Książka
Jesień to dla branży książkowej gorący targowy okres… Na naszym rynku pojawiają się okresy, w których kumuluje się wiele imprez targowych. Właśnie zakończył się pierwszy z takich jesiennych okresów – we wrześniu odbyły się Jesienne Targi Książki w Warszawie, a także Targi Książki w Gdańsku i w Lublinie. To sporo jak na czas powakacyjny. Już w ubiegłym roku przewidywałem, że targów będzie zbyt dużo. Wydawcy muszą więc dokonywać wyboru, w których imprezach chcą uczestniczyć. Część stawia na jedne targi, inni wybierają inne, w efekcie publiczność targowa odczuwa niedosyt. Jesienne Targi Książki wypadły wyjątkowo dobrze – jeśli chodzi o publiczność i wyniki sprzedaży wydawców. Choć w tym roku miały mniejszą skalę niż dwa lata temu, gdy odbywały się przed Pałacem Kultury i Nauki od strony Kinoteki (mam na myśli liczbę wydawców), przyciągnęły podobną, olbrzymią liczbę odwiedzających. Szacujemy, że było około 60 tys. osób. Liczę, że w przyszłym roku uda nam się powrócić do tamtej skali i że te targi będą się nadal rozwijać. Nie wszystkim imprezom w tym okresie udało się jednak osiągnąć podobny sukces, ponieważ na rynku jest po prostu zbyt wiele wydarzeń. Trudno zresztą liczyć na to, że frekwencja na targach w mieście średniej wielkości będzie podobna do tej, jaka zazwyczaj bywała w centrum Warszawy, na Placu Centralnym, dodatkowo przy bezpłatnym wstępie dla odwiedzających. Po remoncie Placu Centralnego wydaje się, że jest to idealne miejsce dla imprezy plenerowej... Tak, miejsce targów sprawdziło się znakomicie. Rozstawienie namiotów, atmosfera i otwarta przestrzeń sprzyjały spędzaniu czasu z książką. Na trawiastych skwerach ludzie siadali, czytali, jedli i pili, a przy okazji mogli obcować z literaturą. Obok trwał w najlepsze festiwal kulinarny, który miał również swoją niezwykle liczną publiczność, która w pewnej części interesowała się również tym, co dzieje się u nas, więc w sumie przez przestrzeń pod Pałacem Kultury i Nauki przewinęły się prawdziwe tłumy. W przyszłym roku ma być podobnie, festiwal Gastro Miasto odbywać się ma w parze z naszymi targami. Dużym atutem naszych targów był również ciekawy program, który przyciągał publiczność. Co roku będziemy starali się zapraszać zagraniczną gwiazdę, w tym roku był Brandon Mull, po którego autograf ustawiały się bardzo długie kolejki. Otwarte przestrzenie mają tę zaletę, że nawet duże zainteresowanie spotkaniem z autorem nie utrudnia funkcjonowania sąsiednich stoisk. Co ciekawe, po autograf Brandona Mulla ustawiała się nie tylko młodzież, do której przede wszystkim kierowana jest jego twórczość. W kolejkach stali również dorośli czytelnicy, dziś już dwudziestolatkowie, którzy poznali jego książki dziesięć lat temu. Mimo upływu czasu nadal chcieli spotkać autora i cierpliwie czekali na jego podpis. Ile było stoisk? Stoisk było około 90. A ile ich się na Placu Centralnym zmieści? Zmieści się 300, bez problemu. Wtedy, dwa lata temu, gdy targi były organizowane przed Pałacem Kultury i Nauki, ale od strony Kinoteki, mieliśmy 220 wystawców. Rozumiem, że twoje stwierdzenie jest zaproszeniem na przyszły rok na jesień… Liczymy na to, że uda nam się na nowo ułożyć współpracę z władzami miasta i zaangażować je mocniej w program targów. W tym roku zabrakło wsparcia ze strony władz Warszawy – zarówno przy tworzeniu programu, jak i w działaniach promocyjnych. Jestem przekonany, że możemy to zmienić, a potencjał miejsca, jakim jest Plac Centralny, pozwoli nam jeszcze bardziej rozwinąć imprezę. Jak dużo mamy jeszcze szans na lepszą współpracę, pokazała sytuacja z niedzielnym spotkaniem z Andą Rottenberg. Chcieliśmy, aby odbyło się ono w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, ponieważ zależało nam na zapewnieniu gościom odpowiednich warunków, zwłaszcza że pogoda nie była najlepsza. Wcześniej zakładaliśmy, że część wydarzeń targowych będzie organizowana właśnie w Muzeum. Poinformowało nas jednak, że ta przestrzeń jest zarezerwowana na cały dzień przez miejskie jednostki, choć nie udało nam się ustalić, która z nich dokonała rezerwacji. Muzeum odmówiło nam udostępnienia Audytorium, które ostatecznie stało puste przez całą niedzielę i nic się w nim nie działo. Tymczasem tuż obok, na scenie plenerowej odbywały się nasze targowe wydarzenia – także przy padającym deszczu i zimnym wietrze. To przykład zaprzepaszczonej szansy na współpracę i lepsze wykorzystanie dostępnej, znakomitej infrastruktury miejskiej, która miała służyć mieszkańcom stolicy. Widzę więc duże pole do poprawy. Chciałbym, aby współpraca z władzami miasta znów układała się tak dobrze jak dwa, trzy lata temu. Mamy już umówione spotkanie z dyrektorem Biura Kultury m.st. Warszawy i liczę, że uda nam się wypracować ponownie korzystne zasady współpracy. Chodzi mi zarówno o Międzynarodowe Targi Książki, jak i Jesienne Targi Książki. Zaangażowanie miasta mogłoby stać się ważnym impulsem do dalszego rozwoju obu imprez. Pomysłów na taką współpracę, jak i dobrych przykładów z innych miast mamy wiele, więc nie musimy wymyślać nic od podstaw. Z niepokojem obserwuję również sytuację na rynku wydawniczym i targowym, ponieważ kondycja targów jest w dużej mierze konsekwencją trudności całej branży. Kolejne hurtownie i firmy dystrybucyjne upadają, a wydawcy, szczególnie ci mniejsi, muszą mierzyć się z poważnymi problemami. Podziwiam ich za to, że mimo wszystko potrafią prowadzić działalność, bo kolejny raz zdarza się, że nieuczciwi lub nieodpowiedzialni partnerzy zostawiają ich bez książek i bez pieniędzy. I ta sytuacja powtarza się co roku, co kilka lat od nowa. Rosnąca liczba targów i festiwali książkowych jest w pewnym stopniu próbą wypełnienia luki powstałej w wyniku niewydolności tradycyjnej dystrybucji książek w Polsce. Wiele z tych wydarzeń to raczej kiermasze niż targi w pełnym tego słowa znaczeniu. Ich popularność może świadczyć o tym, że rynek szuka alternatywnych sposobów docierania z książkami do czytelników, gdy dotychczasowy system dystrybucji nie działa tak, jak powinien. Też uważam, że w Polsce nie ma targów książki. Są tylko kiermasze. O profesjonalnych targach możemy mówić w przypadku Warszawy czy w przypadku Krakowa... Dla mnie kiermasz książki to wyłącznie wydarzenie nastawione na sprzedaż książek. Tymczasem program literacki wielu tych wydarzeń, organizowanych przecież w całej Polsce, jest bardzo ciekawy i bogaty. Często różnią się one od typowych festiwali literackich właściwie tylko sposobem finansowania i wzbogaceniem ich o obecność wydawnictw z książkami wystawionymi na sprzedaż. Brakuje środków ministerialnych i instytucjonalnych, które pozwoliłyby organizować same festiwale. W tej sytuacji koszty organizacji wydarzeń pokrywają w dużej mierze sami wydawcy, płacąc za udział w targach i prezentację swojej oferty. Liczą, że przychody ze sprzedaży pozwolą im pokryć koszty uczestnictwa, a nawet przyniosą zysk. Samorządy w kilku miastach wspierają lokalne wydarzenia. Festiwal Literacki Sopot jest właśnie przykładem festiwalu literackiego z dodatkiem niewielkich targów. Organizatorzy ich nie rozbudowują, bo miejsce jest ograniczone. Organizacja samych festiwali literackich wymaga finansowania na odpowiednim poziomie. Środki mogą pochodzić od samorządów lub z konkursów organizowanych przez instytucje państwowe. Jeśli jednak nie uda się pozyskać takiego wsparcia, wydarzenia często przybierają formę dużych kiermaszów książki. Wówczas to sami wystawcy, poprzez opłaty za udział, finansują nie tylko organizację imprezy, ale również towarzyszący jej program literacki. Trzeba jednak przyznać, że są to wydarzenia kulturalne często bardzo atrakcyjne zarówno dla publiczności, jak i dla władz samorządowych. Dzięki nim samorządy mogą osiągać konkretne cele wizerunkowe i promocyjne, dlatego niektóre uznają związane z nimi wydatki za uzasadnione, a nawet priorytetowe w swoich budżetach. Są również i takie, które wykorzystają te wydarzenia, by się przy nich promować lub przypisać sobie zasługi związane z ich organizacją, nie oferując w zamian realnego wsparcia. W naszym kraju odbywa się ponad sto różnych imprez książkowych! Targi i kiermasze książki wypełniają lukę na rynku, ale w pewnym momencie ich liczba staje się zbyt duża. Niektóre wydarzenia są organizowane niemal na siłę. Rozumiem, że samorządy chcą mieć własne targi i są gotowe je finansować, jednak wydawcy nie są już w stanie uczestniczyć we wszystkich imprezach – brakuje im na to zarówno czasu, jak i ludzi. Widać to nawet w przypadku dużych targów mających swój staż i wypracowywaną przez lata pozycję. Wydawcy muszą wybierać, w których wydarzeniach wezmą udział, a które pominą. To może być początek zmian na rynku: jedne imprezy będą tracić na znaczeniu, inne jeszcze przez pewien czas utrzymają swoją pozycję. Być może z czasem wrócimy do sytuacji sprzed lat, gdy najważniejsze targi odbywały się w Warszawie i Krakowie, a poza nimi organizowano tylko niewielkie i nieliczne festiwale literackie? Nikt nie zakładał wówczas, że targi książki będą odbywać się w niemal każdym mieście nawet średniej wielkości. Oczywiście sami również przyczyniamy się do tej mnogości wydarzeń. Organizujemy dodatkowe imprezy, ponieważ pomagają nam one utrzymać działalność i zdobywać środki na przygotowanie kolejnych edycji Międzynarodowych Targów Książki. Organizacja wydarzenia tej rangi wymaga bowiem stabilnego finansowania i dość licznego, wykwalifikowanego zespołu. Nawet tak prestiżowy projekt jak tegoroczna edycja, podczas której gościem honorowym były Zjednoczone Emiraty Arabskie, nie zapewnia nam środków pozwalających utrzymać przez cały rok zespołu przygotowującego kolejną międzynarodową imprezę w tej skali. Dlatego musimy podejmować wiele mniejszych działań i organizować dodatkowe wydarzenia, które pozwalają nam finansować bieżącą działalność oraz stopniowo przygotowywać następne targi. To konieczne, aby utrzymać ich odpowiedni poziom i zapewnić ciągłość organizacyjną. Nie nazwałbym imprez organizowanych przez Fundację małymi, lecz raczej średniej wielkości. To, co stworzyliście, jest naprawdę imponujące. Jestem weteranem targów książki, pamiętam jeszcze czasy Ars Polony. Przez cały rok pracował tam niewielki zespół, ale na czas targów zatrudniano dodatkowo setki osób. W całej Polsce odbywały się właściwie tylko jedne międzynarodowe targi książki. Ars Polona miała jednak solidne zaplecze biznesowe. Zajmowała się nie tylko organizacją targów, lecz także eksportem i importem książek, znaczków pocztowych, prasy i wieloma innymi działaniami. Tym bardziej imponuje mi to, co stworzyłeś, zwłaszcza po odejściu z Muratora. Udało ci się zbudować od podstaw nowy model organizacji targów w ramach Fundacji Historia i Kultura. Dzięki temu warszawskie targi przetrwały i nadal są ważnym punktem na międzynarodowej mapie wydarzeń branżowych. Uważam to za ogromne osiągnięcie. Chciałbym więc zapytać, jak postrzegasz rolę targów książki? Dziękuję. Aby to się powiodło, faktycznie musiałem w ostatnich latach skoncentrować się na pracy tylko dla jednej branży. Branża wydawnicza okazała się dla mnie i mojego zespołu najbardziej gościnna – ponownie przyjęła nas i zaakceptowała w ramach Fundacji. Targi książki zawsze zajmowały w mojej działalności szczególne miejsce, przede wszystkim ze względu na rozbudowany program wydarzeń towarzyszących. Przygotowanie go pod względem merytorycznym i jakościowym jest ciekawym wyzwaniem, z którym organizatorzy targów w innych branżach nie muszą mierzyć się w takim stopniu. Oczywiście również tam odbywają się wydarzenia towarzyszące, ale nie stanowią one aż tak dużego wyzwania. Literatura daje tak wiele możliwości do dialogu, wymiany przemyśleń i dyskusji, że tylko można pozazdrościć takim jak my szczęśliwcom, którzy mogą się z tym na co dzień zajmować. Często jeszcze większym wyzwaniem jest przygotowanie międzynarodowego programu branżowego. Niedawno wróciliśmy z Targów Książki we Frankfurcie i muszę powiedzieć, że liczba spotkań, które tam odbyliśmy, była rekordowa. Przez trzy dni praktycznie co godzinę rozmawialiśmy z kolejnymi organizacjami i partnerami – od otwarcia targów aż do ich zamknięcia. Nie spotykamy się z pojedynczymi wystawcami, ale przede wszystkim rozmawiamy z organizacjami odpowiedzialnymi za promocję literatury na poziomie krajowym i międzynarodowym, a także z izbami branżowymi, analogicznymi do naszej Polskiej Izby Książki, które reprezentują interesy całego sektora. Mam jednak wrażenie, że pod względem frekwencji takich gości Targi Książki we Frankfurcie tracą na znaczeniu i stopniowo się kurczą. Statystyki pokazują, że frekwencja była o połowę niższa niż w szczytowym okresie, około 15 lat temu. Nie porównywałem jeszcze tegorocznych statystyk z danymi z poprzednich lat. Organizatorzy Targów Książki we Frankfurcie również raczej unikają takich zestawień. Chodzi …
Wyświetlono 25% materiału - 1818 słów. Całość materiału zawiera 7274 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.












