Wtorek, 9 lutego 2010
Rozmowa z Mają Krämer – prezes Multico Oficyny Wydawniczej
W 2008 roku osiągnęli państwo przychód ze sprzedaży książek 7,5 mln zł. Jaki był pod tym względem 2009 rok? Z podstawowej działalności mamy ponad 9 mln zł przychodu. To oznacza wzrost sprzedaży o 20 proc. Mimo widma kryzysu w planie na 2009 rok ostrożnie zakładaliśmy wzrost przychodów. Jesteśmy zadowoleni z wyniku, bo realizacja nawet lekko przekracza plany. Oczywiście księgowo roku jeszcze nie zamknęliśmy. Wzrost o 20 proc. w kryzysowym ponoć roku to bardzo dobry wynik. Co zaważyło? Poszerzenie oferty? Silniejszy marketing? Bestsellery? Nie zakładaliśmy znacznego wpływu kryzysu światowego na sprzedaż książek ze znaczkiem „Multico”. No bo, co ma kryzys do wycieczki za miasto, zabawy z dziećmi, rozpoznawania głosów ptaków czy domowego pieczenia chleba? Niewiele. Jak się okazało, gdy brak pieniędzy na wielkie projekty życiowe, Polacy wcale nie rezygnują z małych, codziennych przyjemności. Taki książkowy efekt szminki. Jednak, to właśnie ze względu na „atmosferę kryzysu”, ograniczyliśmy liczbę tytułów planowanych wcześniej do wydania na 2009 rok. To nie znaczy, że przerwaliśmy pracę nad nimi albo wycofaliśmy się z ich wydania. Gotowe czekają na swój czas. W 2009 roku wydaliśmy znacząco mniej nowości, co pomogło nam, szczególnie działom sprzedaży, skupić się na tytułach wydanych wcześniej. Na pewno poświęciliśmy im więcej czasu i uwagi, niż gdybyśmi mieli więcej nowości w ofercie. W 2008 opublikowali państwo 130 tytułów – łącznie z dodrukami. Tak, a w 2009 tylko 94 tytuły. Ale bardzo dobre! Generalnie kryzys nam pomógł. Jestem pewna, że trudny czas, niepewność, pesymizm i ostrożność rynku zachęcają do wnikliwszej analizy kosztów, weryfikacji pomysłu na biznes, szukania nowych szans. Wykorzystaliśmy ten czas nie tylko do redukcji kosztów, ale przede wszystkim do zbudowania mocnego zespołu. Inni zwalniali ze strachu, my się rozwijaliśmy, planowaliśmy przyszłość. Dziś jesteśmy dobrze przygotowani do rozwoju. Kryzys może mieć zbawienne skutki. Skoro powiedziała pani, że wzrost osiągnęli państwo w znacznej mierze na wyprzedaży stanów magazynowych, musiało się to odbić na rentowności. To nie była wyprzedaż, tylko sprzedaż tytułów, które wydaliśmy wcześniej, przed 2009 rokiem. Wydajemy tytuły niszowe, poradnikowe, ponadczasowe. To nie są gorące bułeczki, które ucieszą czytelnika tylko w dniu premiery. Wielka księga o życiu nietoperzy, poradnik dla wędkarzy, czy encyklopedia ptaków nie tracą na aktualności. 90 proc. tytułów, które mamy w magazynie, sprzedaje się w dobrym rytmie, przed założonym czasem. Decydujemy o wysokości nakładów z założeniem, że sprzedadzą się w maksimum trzy lata. I to się sprawdza. Nie przeceniamy książek, nie obniżamy rentowności sprzedaży. Powiedziałam tylko, że korzystając z kryzysu mieliśmy więcej czasu na aktywność, komponowanie oferty, przygotowywanie atrakcyjnych ofert, docieranie do nowych odbiorców. Te działania nie miały nic wspólnego z wyprzedawaniem magazynu, przeceną tytułów, obniżeniem rentowności sprzedaży. Oczywiście, klasyczną wyprzedaż też robimy, zwykle raz do roku. A jak z rentownością sprzedaży? W 2009 roku rentowność sprzedaży książek w hurcie rzeczywiście będzie niższa. Wynika to, nie tylko w roku kryzysu, z kroczących, rosnących oczekiwań naszych odbiorców, którzy oczekują coraz lepszych warunków, wyższych rabatów, zaangażowania wydawcy w akcje promocyjne. To wszystko jest kosztem wydawców, bo ceny książek nie rosną. W 2009 roku właściwie wszyscy odbiorcy książek próbowali renegocjować zasady współpracy. Jeżeli godziliśmy się na nowe warunki, w pewnych granicach, to oczekując konkretów w zamian – wyższej sprzedaży, poprawienia obsługi, lepszego dotarcia do odbiorców, krótszych terminów płatności. Obie strony – wydawcy i hurtownicy – mają jednak świadomość granicy negocjacji. Także w przypadku Platona, który państwa książki sprzedaje do Empiku? Szczegółów umowy panu nie zdradzę, ale nasze wewnętrzne zasady obowiązują. Staramy się nie przekraczać wspomnianego poziomu. Nie uwzględnia w nim pani jednak cennika promocyjnego Empiku? Opłat promocyjnych nie traktujemy jako zwiększenia rabatu. Warunki handlowe to jedno, decyzja o promocji – drugie. Specyfika naszej oferty wymaga specjalnej troski przy podejmowaniu decyzji o promocji. Czasami promocja jest inwestycją. Ważne, żeby była dobra. Mamy osobny, roczny budżet promocji sprzedaży, osobny służący budowie marki. Decydując o wykupieniu promocji rozważamy zawsze sens i cel. Przy niewielkich nakładach jedna promocja tytułu w Empiku mogłaby przewrócić całą kalkulację dla tytułu. Zakładając sprzedaż 1000 egz. książek, nawet przy wysokiej cenie detalicznej np. 80 zł, koszt średniej promocji (ok. 12 tys. zł) stanowiłoby dodatkowe 15 proc. rabatu. I już mamy 65 proc. rabatu. Czasami warto. A sprzedają państwo głównie „na faktury” czy w konsygnacji? Głównie na faktury. Taki model współpracy uznajemy za najlepszy i obowiązuje ze wszystkimi głównymi hurtowniami. Dane, które państwo przekazują na potrzeby „Rynku książki w Polsce”, pokazują, że nie drukują państwo „na magazyn”. W 2008 roku łączny nakład był identyczny ze sprzedanym – 0,4 mln egz. W poprzednich latach było niewiele gorzej. Bo pilnujemy tego. Już wspominałam, że książki drukujemy na trzy lata. Właściwie nie zdarza się, żeby leżały w magazynie dłużej. Pojedyncze bardzo niszowe tytuły, wydane wcześniej niż w 2006 roku, oczywiście tam jeszcze znajdziemy, ale to ułamek procenta. Na szczęście zdarza się często, że tytuły leżą na paletach znacznie krócej. Za politykę sprzedaży odpowiada dyrektor handlowy Zbigniew Wojtkowski. I to on, w dobrym momencie, dyscyplinuje nasze czasami rozrzutne plany wydawnicze. W 2009 roku sprzedaliśmy 0,5 mln egz. przy 0,4 mln egz. wydrukowanych. Widać w tych danych wzmocnienie sprzedaży tytułów z back listy – efekt kryzysu. Wszystkie ręce na pokład! [śmiech] A może pani powiedzieć, jak jest z wynikiem finansowym osiąganym przez wydawnictwo? Odkąd kieruję oficyną, jest dodatni. Przejęłam zarządzanie spółką, gdy była ona w bardzo złej sytuacji finansowej. Uporządkowanie zaszłości zamknęło się ujemnym wynikiem za 2006 rok. Po zmianach organizacyjnych, dzięki współpracy z kompetentnymi, pełnymi energii i pomysłów ludźmi, przy przemyślanych planach wydawniczych, dobrych relacjach handlowych, przy sensownym inwestowaniu i analityce – zysk to naturalna konsekwencja. Bo za 2008 rok nie udostępnili nam państwo tej wartości. I nie zrobię tego teraz. Poprzestańmy …
Wyświetlono 25% materiału - 913 słów. Całość materiału zawiera 3655 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki