Poniedziałek, 12 grudnia 2011
Rozmowa z Marcinem Beme – prezesem i współwłaścicielem firmy Audioteka S.A.
CzasopismoBiblioteka Analiz
Tekst pochodzi z numeru316
Podczas pierwszego wywiadu dla Biblioteki Analiz, z sierpnia 2009 roku, mówiłeś o pierwszej aplikacji na telefon marki Nokia. Wydaje się, że od tamtego momentu minęły całe wieki. Jesteśmy w innej epoce… Rzeczywiście. To była aplikacja preinstalowana na telefonie Nokia E52, która swoją premierę miała w maju 2009 roku. Dziś w zasadzie nie wspieramy już tej aplikacji, ponieważ przez te dwa lata zupełnie się zestarzała. Wówczas Nokia E52 pełniła rolę dzisiejszego smartphona. Poza tym to prawda, że pod względem rozwoju technologii mobilnych dzielą nas od tamtej rozmowy lata świetlne. Jeszcze w tym roku miała być dostępna nowa wersja aplikacji na telefony Nokia… Te prace dobiegają końca. Aplikację będzie można zainstalować na większości telefonów tego producenta, w tym także na prawdziwych smartphonach Nokii, czyli wszystkich dużych aparatach dotykowych. Wszystko dzięki specjalnej „nakładce”, dzięki której nasze oprogramowanie bez problemu współpracuje z różnymi wersjami systemu operacyjnego Symbian, które wykorzystuje fiński koncern. Właśnie kończymy jej integrację z naszymi zasobami. Inną aplikacją, która też dotyczy Nokii jest aplikacja pod system Micorosft i tę także właśnie kończymy. Wasza pierwsza aplikacja na Nokię zestarzała się także graficznie… To było widać, zwłaszcza w momencie, kiedy pojawiały się nasze kolejne aplikacje – na urządzenia pracujące pod systemem Android lub na iPhone’a. Teraz to oprogramowanie na Nokię będzie „ładniejsze” i bardziej funkcjonalne… nie mówiąc już o aplikacji Microsfotowej, która jest „śliczna” (śmiech). Skoro zaczęliśmy mierzyć rozwój Audioteki postępem w dostępności na urządzenia mobilne powiedz proszę, jakie platformy mobilne macie już w swoim portfelu? Drugim po Nokii partnerem, z którym rozpoczęliśmy współpracę, była firma Apple. Do tej pory przygotowaliśmy już trzy upgrady tej aplikacji, a prace nad kolejnymi z coraz bogatszymi funkcjonalnościami są w toku. Mamy też aplikację na system Android, co pozwala nam istnieć w telefonach marek takich jak Samsung, HTC czy LG. W ostatnim okresie bardzo intensywnie współpracujemy z BlackBerry. Aplikacja dedykowana urządzeniom tej firmy już działa, przygotowujemy też inne niespodzianki, ale o nich będę mógł powiedzieć więcej nieco później. Tak jak mówiłem wcześniej, oczywiście finalizujemy też prace nad oprogramowaniem dla urządzeń, które będą działały pod system Windows Phone – jesteśmy tu głównym partnerem Microsoftu. Zawsze uważałem, że jedyna droga, jaką może pójść Audioteka i generalnie audiobooki, aby osiągnąć zamierzone cele, to możliwie najszersza obecność na wszystkich platformach mobilnych. Książki audio nie mogły pozostać w zakurzonym koncie tradycyjnych księgarń, ponieważ stanowią wspaniałe zasoby elektroniczne i trzeba było wprowadzić je do elektronicznych kanałów dystrybucji. Czyli jeżeli nie ma cię niemal wszędzie tam, gdzie pojawia się klient, to w jego mniemaniu nie istniejesz? Dokładnie tak. Takie założenie postawiliśmy sobie kilkanaście miesięcy temu. W dodatku nie możemy się zatrzymywać w miejscu, w którym jesteśmy obecni dziś, bo szybko okaże się, że straciliśmy szansę na kolejny skok do przodu. Ta rozmowa ma być właśnie formą rozliczenia twoich zapowiedzi sprzed dwóch lat. Mówiłeś wtedy, że tym, co w największym stopniu powinno pozwolić ci rozwijać ten biznes jest bardzo aktywny, często wręcz spektakularny, marketing. Właśnie w to najwięcej inwestowaliście… To prawda, ale poczekaj na to, co będzie się działo w przyszłym roku! (śmiech) Tak naprawdę dopiero teraz dorosłem do tego, żeby przygotować plan działań marketingowych na okres kolejnych 12 miesięcy. Pierwszą połowę roku mamy w zasadzie zamkniętą, dopinamy też szczegóły kolejnych przedsięwzięć. To oznacza, że sama firma już nieco urosła, że dysponujemy zasobami treściowymi i narzędziami, które pozwalają nam planować już nasze działania długoterminowo, a nie – jak najczęściej było do tej pory – w trybie „szybkiej akcji”. Ale nie chcesz powiedzieć, że działaliście głównie w oparciu o improwizację, albo decyzje impulsowe? Oczywiście starałem się bardzo, żeby maksymalnie dużo działań Audioteki było poukładanych. Ale prawda jest taka, że wiele z podejmowanych przez nas przedsięwzięć odbywało się raczej na zasadzie „akcji komandoskich”. Z drugiej strony u podstaw całego biznesu leżało fundamentalne, bardzo ważne założenie. Nie chcę, aby to, co teraz powiem kogokolwiek obraziło, ale jeszcze kilka lat temu większości ludzi audiobook, w znacznym stopniu, kojarzył się z czymś przeznaczonym przede wszystkim dla osób niewidomych. Dlatego tak długo audiobooki nie przebiły się do świadomości jako coś fajnego i modnego, mimo że w sąsiednich Niemczech książki audio są niezwykle popularne, nie mówiąc już o rynku amerykańskim. Dlatego od początku audioteka promowała ideę audiobooka jako formy książki, która idealnie łączy się z możliwościami oferowanymi przez nowe technologie? Dokładnie tak. Choć czasem łapię się na tym, że mówię niemal wyłącznie o naszej aktywności w zakresie wykorzystywania urządzeń mobilnych, zapominając o tym, że startowaliśmy jako sklep internetowy. Dzieje się tak głównie dlatego, że dziś mobilna część biznesu generuje już 50 proc. naszych przychodów i to właśnie ten segment notuje najwyższe i najszybsze wzrosty. Niektórzy traktują audiobooki jako konkurencję dla książki drukowanej… To bzdura. Audiobooki wychodzą od książki – nie są ani lepsze ani gorsze. Głęboko wierzę w to, że nie zabieramy czytelników książce drukowanej, a wręcz przeciwnie – często kontakt z audiobookiem pozwala ludziom wrócić do książek jakiegoś autora, chociażby dlatego, że innych jego tytułów nikt jeszcze nie nagrał. Wrócę jednak do podstaw koncepcji Audioteki. Od samego początku miał to być pomysł oparty na połączeniu trzech elementów. Po pierwsze nowych technologii, które w większym czy mniejszym stopniu, ale jednak większość ludzi kocha i chce się nimi posługiwać. Po drugie showbiznesu. A to dzięki tworzeniu sytuacji, w której audiobook jest produktem interesującym m.in. poprzez fakt, że w jego nagraniu uczestniczą celebryci, znani aktorzy, ludzie którzy przyciągają uwagę innych ludzi. O trzecim elemencie już mówiłem, a jest nim książka, która jest czymś pięknym i wartościowym sama w sobie. Czy te trzy elementy są równorzędne? Absolutnie tak. Powiem inaczej: Audioteka nie mogłaby powstać siedem czy pięć lat temu i rozwijać się tak, jak to się dzieje. Trafiliśmy na zbieg wielu korzystnych, z punktu widzenia naszych założeń, okoliczności. Często jest tak, że dany projekt odnosi sukces na fali jakiejś mody lub jakiegoś przełomu. My trafiliśmy na moment, w którym nastąpiło nałożenie się trzech fal: mobilności technologii, mobilności ludzi i mobilności treści. Jednym słowem Audioteka to zjawisko. I na tych trzech, przecinających się nieustannie falach sobie surfujecie? Tak to widzę. Wiesz, według mnie dopiero dziś, po tych kilku latach, Audioteka ma konkretny produkt. Za chwilę, to jest w ciągu kilku miesięcy, będziemy obecni na wszystkich bez wyjątku, platformach mobilnych i na dwóch innych urządzeniach o których jeszcze nie mogę mówić. Dysponujemy minimalnie krytyczną bazą tytułów. Pamiętam z naszych wcześniejszych rozmów jak deklarowałem, że posiadanie bazy ok. 5000 pozycji pozwoli nam uzyskać efekt „kuli śniegowej”. Na razie mamy 2500 książek audio w ofercie, ale szeroka promocja naszej działalności, docieranie do świadomości klienta z najbardziej hitowymi pozycjami, pracuje też na sprzedaż reszty oferty. W dalszym ciągu widzisz realny problem „krótkiej półki”… Niestety tak. Wchodzisz do tradycyjnej księgarni i masz kilkanaście tysięcy tytułów. U nas znacznie mniej… Tylko pytanie, ile tytułów sprzedaje się z tych kilkunastu tysięcy? Też prawda. Generalnie jest tak, że w Audiotece sprzedają się przede wszystkim rynkowe hity, które ciągną cały biznes. Ponadto w naszym przypadku pojęcie „długiego ogona” zastępuje raczej „gruby ogon” – jeśli w ogóle jest takie pojęcie. Sprzedaż bestsellerów liczy się w tysiącach pobrań, a mniej popularnych tytułów w setkach, a jeszcze mniej popularnych raptem w dziesiątkach. Ale te dziesiątki też zaczynają się sumować do przyzwoitych ilości w skali roku bo właśnie mam coraz więcej tytułów. Cały czas muszę aktywnie namawiać wydawców na inwestycje w nowe nagrania, przekonywać, że warto organizować wspólne premiery itd. Najlepszym przykładem jest sukces biografii Steve’a Jobsa, wydanej przez Insignis. Pierwszego dnia zanotowaliśmy 900 pobrań tego tytułu, a wiem że to wynik lepszy niż sprzedaż tego dnia książki drukowanej w pewnej dużej sieci detalicznej (śmiech). Wydawcy są mniej oporni niż na początku? Niemal cały 2008 i 2009 rok spędziłem z namiotem rozbitym pod drzwiami kolejnych oficyn. Dziś już tak nie jest, ale i tak gros czasu spędzam na rozmowach z wydawcami. Udało nam się znaleźć kilka autorskich nisz do zagospodarowania, jak na przykład superprodukcje audio. Wiedziałem, …
Wyświetlono 25% materiału - 1286 słów. Całość materiału zawiera 5146 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
Dostęp czasowy
Płatność za pośrednictwem usługi SMS
Aby otrzymać kod dostępu, należy wysłać SMS o treści koddm1 pod numer: 79880. Otrzymany kod zwotny wpisz w pole poniżej.
Opłata za SMS wynosi 9.00 zł netto (10.98 PLN brutto) i pozwala na dostęp przez 15 minut (bądź do czasu zamknięcia okna przeglądarki). Przeglądarka musi mieć włączoną obsługę plików "Cookie".
Dostęp terminowy
Płatność kartą płatniczą lub przelewem
Dostęp terminowy zostanie przyznany z chwilą zaksięgowania wpłaty - w tym momencie zostanie wysłana odpowiednia wiadomość e-mail na wskazany przy zakupie adres e-mail.
Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeżeli jesteś już abonentem Rynku Książki