Poniedziałek, 21 lutego 2011
Komentarz
Nie wie nikt. Biblioteka Narodowa podaje, że rosnące, ale chyba sama w to nie wierzy, bo w komentarzu dyrektor BN Tomasz Makowski mówi: „Wyniki badań czytelnictwa za rok 2010 nie podnoszą na duchu”. Jeżeli ktokolwiek poza zlecającą badania Biblioteką Narodową wierzył w 2008 roku, że czytelnictwo spadło o 11 proc., to teraz moglibyśmy z radością komunikować – wszystko jest na jak najlepszej drodze, mamy wzrost o 6 proc. Dziwna ta sinusoida, gdyby była prawdziwa, przedstawiałaby sytuację w Europie i krajach o ustabilizowanym alfabetyzmie niespotykaną, chyba niewytłumaczalną. Bo dlaczego nagle – i to w okresie gdy na listach bestsellerów pojawia się kolejny tom „Harry’ego Pottera” – czytelnictwo u nas leci na łeb na szyję, by dwa lata później gwałtownie wzrosnąć? Wzrosło akurat w okresie kryzysu, zmniejszonych wydatków państwa na zakup nowości dla bibliotek i w czasie gdy wydawcy ograniczali budżety kampanii promocyjnych. Gdybym wierzył w wyniki badań czytelnictwa w Polsce, doszedłbym do wniosku, że im mniej pieniędzy przeznacza się na biblioteki, im mniej promuje się książkę, tym więcej osób czyta. Ot, taki paradoks – mamy inaczej niż wszędzie na świecie. Czytamy z przekory. Albo czytamy na okrągło to samo, co przed laty zgromadziliśmy na domowej półeczce, ale ostatnio po rozpadający się egzemplarz „Naszej szkapy” sięgaliśmy częściej niż …
Wyświetlono 25% materiału - 206 słów. Całość materiału zawiera 824 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.












