Poniedziałek, 24 sierpnia 2009
Felieton
Na początku lat 70. pewna Rada Wydziału pewnego dużego i przy okazji najstarszego uniwersytetu w Polsce podjęła uchwałę, w której zapisano, że prac publikowanych w zeszytach naukowych działu wydawnictw owej uczelni nie będzie się zaliczać do dorobku naukowego ich autorów. To, co wydawać się mogło czystą groteską, podyktowane zostało koniecznością. Uczelniane wydawnictwa sięgnęły w tamtych latach dna. Publikowanie w nich dorobku naukowego traktowane było na ogół przez autorów jako porażka, a przez środowisko – jako dowód na to, że „dzieło” raczej nie wzbija się na intelektualne wyżyny. W latach 90. sytuacja się zmieniła na tyle, że dzisiaj uczelniane wydawnictwa zdają się odzyskiwać należną im rangę, ale, po pierwsze: nie wszędzie, i po drugie: niekoniecznie z oczekiwanym skutkiem. Czytam w Bibliotece Analiz nr 253 ciekawą rozmowę z szefami trzech uczelnianych oficyn: Lena Puś z Uniwersytetu Łódzkiego, Łukasz Kocój z UJ i Ryszard Burek z UW dzielą się swoimi osiągnięciami, kłopotami i nadziejami. Kilka ich spostrzeżeń budzi jednak moje zdziwienie. Przy okazji wracam pamięcią do własnych początków, czyli czasów powołania do życia Towarzystwa Autorów i Wydawców Prac Naukowych „Universitas”, które powstało m.in. jako wyraz protestu wobec sposobu funkcjonowania działu wydawnictw Uniwersytetu Jagiellońskiego. Piotr Dobrołęcki pyta Łukasza Kocója: …
Wyświetlono 25% materiału - 195 słów. Całość materiału zawiera 783 słów
Pełny materiał objęty płatnym dostępem
Wybierz odpowiadającą Tobie formę dostępu:
1. Dostęp czasowy 15 minut
Szybkie płatności przez internet
Aby otrzymać dostęp kliknij w przycisk poniżej i wykup produkt dostępu czasowego dla Twojego konta (możesz się zalogować lub zarejestrować).
2. Dostęp terminowy
Szybkie płatności przez internet
3. Abonenci Biblioteki analiz Sp. z o.o.
Jeśli jesteś już prenumeratorem dwutygodnika Biblioteka Analiz lub masz wykupiony dostęp terminowy.











